Quiche ze szparagami, parmezanem i cheddarem

Dajcie mi szparagi, a zrobię Wam tartę. Serio. W sezonie szparagowym nie ma tygodnia, abym nie zapiekła ich na kruchym cieście, z dodatkami wedle nastroju. Dzisiaj miałam ochotę na ser. Dużo sera. Dlatego parmezan jest wszędzie: w cieście, w nadzieniu i na nadzieniu. Do tego cheddar, aby nie było nudno.

Pysznie, powiadam Wam! Róbcie!

SKŁADNIKI:

Ciasto:

  • 250 g mąki pszennej tortowej (typ 450)
  • 125 g masła, mocno schłodzonego
  • 100 g parmezanu, startego na tarce o drobnych oczkach
  • 1 duże jajo, prosto z lodówki
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 3-4 łyżki bardzo zimnej wody

Nadzienie:

  • pęczek zielonych szparagów (jędrnych, z pozamykanymi główkami)
  • 4 duże jaja, w temperaturze pokojowej
  • 400 g śmietany 18%, w temperaturze pokojowej
  • 100 g sera cheddar, startego na tarce o grubych oczkach
  • 50 g parmezanu, startego na tarce o drobnych oczkach
  • sól, pieprz

Dodatkowo:

  • 50 g parmezanu, startego na tarce o drobnych oczkach; do posypania tarty
  • 1/2 łyżeczki cukru i 1/2 łyżeczki soli, do gotowania szparagów
  • masło, do wysmarowania formy

WYKONANIE:
Ciasto:
Mąkę i sól przesiać do miski. Dodać starty parmezan, wymieszać. Zimne masło zetrzeć na tarce o grubych oczkach bezpośrednio do miski z mąką. Szybko rozetrzeć składniki między palcami tak, aby powstały drobne grudki. Dodać zimne jajo i 3 łyżki wody i szybko zagnieść ciasto tak, aby tworzyło jedną całość. Nie wyrabiać dłużej, nie jest to potrzebne.
(Jeżeli składniki nie będą chciały się zespolić, dodać jeszcze jedną łyżkę wody.)

Ciasto uformować w kulę, spłaszczyć dłonią, owinąć szczelnie folią spożywczą i włożyć do lodówki na 45-60 minut.

Szparagi:
Szparagi umyć, osuszyć, odłamać zdrewniałe końcówki (szparagi mocno wygiąć, łamią się same w odpowiednim miejscu).
W wąskim wysokim garnku zagotować wodę z solą i cukrem. Szparagi związać białą nitką i postawić je pionowo w garnku tak, aby końcówki wystawały ponad lustro wody (główki są bardzo delikatne, wystarczy im para wodna). Przykryć pokrywką, gotować 3-4 minuty, odcedzić, szparagi włożyć na 2 minuty do bardzo zimnej wody, aby przerwać proces gotowania. Odcedzić, osuszyć.
(Jeżeli nie macie wąskiego garnka, szparagi możecie gotować luzem na leżąco. Nie przykrywajcie wtedy garnka pokrywką.)

Nadzienie śmietanowo-serowe:
Jaja dokładnie roztrzepać ze śmietaną. Dodać parmezan oraz cheddar i wymieszać. Doprawić solą i pieprzem.

Quiche:
Formę na tartę o średnicy 26-28 cm, najlepiej z wyjmowanym dnem, wysmarować masłem (dno i boki).

Na oprószoną mąką stolnicę wyjąć schłodzone ciasto i, podsypując delikatnie mąką, szybko rozwałkować je na cienki, okrągły placek o średnicy ok. 35 cm. (Ciasto możecie też rozwałkować pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia, na pewno nie będzie Wam się wtedy rwało).
Rozwałkowane ciasto nawinąć na wałek i przenieść do przygotowanej formy. Wyłożyć nim dno i boki. Odciąć kawałki wystające poza formę, a spód ponakłuwać widelcem. Całość ciasta dokładnie przykryć papierem do pieczenia (spód i boki). Na papier wysypać groch, fasolę, ryż lub specjalne ceramiczne kulki do obciążania kruchych ciast (dzięki temu ciasto nie będzie się podnosić w trakcie pieczenia) i wstawić do nagrzanego do 180°C piekarnika. Piec przez 10 minut. Wyjąć, zdjąć papier wraz z obciążeniem i ponownie włożyć ciasto do piekarnika. Podpiekać przez 10 minut.

Podpieczone ciasto wyjąć z piekarnika. Na spodzie ułożyć szparagi i zalać je śmietanowo-serową masą. Piec w  180°C przez 20-25 minut, następnie posypać wierzch tarty startym parmezanem i zapiekać jeszcze przez ok. 10 minut, do ścięcia się masy serowej i wytworzenia chrupiącej, złotej, serowej skorupki.

Wyjąć z piekarnika. Kroić na porcje i podawać od razu, np. z pomidorkami koktajlowymi, kiełkami czy sałatą.

SMACZNEGO!

Reklamy
Opublikowano Ciasta kruche i tarty wytrawne, Dania bezmięsne, Obiady i kolacje, Wytrawne | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Makaron tagliatelle z botwinką, szynką i kozim serem

Szparagi i botwinka, a później botwinka i szparagi. Tak to u nas ostatnio wygląda. Uwielbiamy i jemy na okrągło. Jak nie quiche, to zupa, jak nie zupa, to risotto, jak nie risotto, to pierożki, a jak mamy lenia, to makaron.

Dzisiaj padło na tagliatelle. Mieliśmy w lodówce trochę szynki, która wołała „zjedz mnie!” oraz resztki koziego mleka. Połączyłam je z botwinką, koperkiem oraz twardym kozim serem i pyszny, szybki obiad w kolorze różowym gotowy.

Polecam!

SKŁADNIKI NA 3-4 PORCJE:

  • 300 g makaronu tagliatelle
  • 100 g ulubionej szynki, w plastrach lub kawałku
  • 60 g twardego koziego sera
  • 50 g masła
  • 200 ml mleka koziego
  • 1 pęczek botwiny zakończonej małymi buraczkami
  • 1 pęczek koperku
  • 1 duża cebula
  • 3 duże ząbki czosnku
  • sok z 1/2 limonki
  • sól, pieprz

Dodatkowo:

  • 15-20 g twardego koziego sera, do podania

WYKONANIE:
Ser zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, odłożyć.
Szynkę pokroić na małe kawałki.
Botwinę umyć, osuszyć, drobno pokroić (buraczki obrać, kroić w kosteczkę).
Koperek umyć, osuszyć, pozbawić twardych łodyżek i drobno posiekać.  1/4 odłożyć na później, do dekoracji dania.
Cebulę i czosnek obrać i pokroić w drobną kosteczkę.

Makaron ugotować w dużej ilości osolonej wody. Powinien być al dente. Odcedzić, zachowując 3 łyżki wody z jego gotowania.

Wraz z wstawieniem wody na makaron, zacząć przygotowywać dodatki.
Na dużej, głębokiej patelni rozgrzać 20 g masła. Wrzucić szynkę i smażyć do zrumienienia. Przełożyć na talerz, odłożyć na później.

Na tej samej patelni rozgrzać resztę masła. Wrzucić cebulę i smażyć do jej zeszklenia. Dodać posiekany czosnek, wymieszać i smażyć przez pół minuty. Dołożyć pokrojone buraczki i twarde łodyżki botwinki (zielone liście zostawić na później), wlać 100 ml koziego mleka, wymieszać i dusić na małym ogniu, pod przykryciem, przez 10 minut. Buraczki i łodyżki powinny być miękkie. Zdjąć pokrywkę, dołożyć liście botwiny oraz sok z limonki, wymieszać i gotować przez 3-4 minuty, aż liście zwiędną i nadmiar wody odparuje. Dodać podsmażoną wcześniej szynkę, posiekany koperek, resztę mleka oraz ugotowany makaron wraz z wodą z jego gotowania, wsypać świeżo starty kozi ser, dokładnie wymieszać i trzymać na ogniu przez 2 minuty. Doprawić pieprzem i, w razie potrzeby, solą, po czym zdjąć  z ognia.

Wyłożyć na talerze. Posypać świeżo startym kozim serem oraz posiekanym koperkiem.
Podawać od razu.

SMACZNEGO!

Opublikowano Dania mięsne, Makarony i kluski, Mięso wieprzowe, Obiady i kolacje, Wytrawne | Otagowano , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Orkiszowy chlebek bananowy z orzechami włoskimi i białym pieprzem

Bananów kupujemy dużo. Po pierwsze, bo lubimy. Po drugie, bo mąż po treningu najchętniej właśnie na nie się rzuca. Po trzecie, bo to są idealne owoce do koktajli czy najprostszych mrożonych deserów. Nadają im niesamowicie kremowej konsystencji, co uwielbiam.

Mamy jednak z mężem bananowy konflikt interesów i wiecznie dyskutujemy w sklepie, jakie kupić. On najchętniej zjada te nie do końca dojrzałe, zielonkawe. Ja po takiego sięgnę w ostateczności. Skrobia pozostająca na zębach mnie nie zachwyca. Delektuję się tymi brzydszymi okazami, z ciemnymi plamkami.

Kiedy studiowałam w Katowicach (wieki temu), zawsze kupowałam banany w sklepikach na dworcu kolejowym. Panie sprzedawały je tam w trzech cenach. Śliczne i jędrne były najdroższe. Nawet nie patrzyłam w ich stronę. Za jakąś złotówkę mniej można było nabyć kilogram bananów dojrzałych, żółciutkich, z piegami. W ich stronę zerkałam od czasu do czasu. Najczęściej jednak zawieszałam wzrok na wersji najtańszej. Banany wyrzucone na margines bananowego społeczeństwa. Brzydkie, doświadczone przez życie, poobijane, popękane… Ratowałam je przed śmiercią przez gnicie. A one odpłacały mi w najlepszy możliwy sposób: słodyczą, miękkością i aksamitem, którego nie powstydziłaby się najlepsza kremówka świata. Wystarczył widelec, trochę jogurtu naturalnego lub mleka, czasami kakao czy odrobina płatków i śniadanie (lub deser) gotowe.

W akademiku miałam utrudniony dostęp do piekarnika (jedna kuchenka na całe piętro), więc chlebków bananowych na tamtym etapie życia nie piekłam. Teraz nadrabiam zaległości. Ostatnimi czasy naszym ulubionym jest orkiszowy z orzechami i białym pieprzem. Korzenny, mięciutki, lekko pikantny. Polecam gorąco!

SKŁADNIKI:

  • 300 g mąki orkiszowej tortowej (białej, typ 450)
  • 135 g masła
  • 120 g gęstego jogurtu naturalnego
  • 110 g cukru Muscovado
  • 110 g orzechów włoskich, z grubsza posiekanych
  • 3 duże bardzo dojrzałe banany, rozgniecione widelcem
  • 2 duże jaja
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub ziarenka z 1 laski wanilii
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki białego pieprzu
  • 1/3 łyżeczki soli

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Dodatkowo:

  • masło, do wysmarowania formy
  • mąka, do oprószenia formy

WYKONANIE:
Mąkę, proszek do pieczenia, sodę oraz sól przesiać do miski. Dodać cynamon, imbir oraz pieprz, wymieszać, odstawić.

Miękkie masło zmiksować na jasną, puszystą masę. Dodać cukier Muscovado i zmiksować do dokładnego połączenia. Dodać pierwsze jajko, dokładnie zmiksować na wolnych obrotach. Dodać drugie jajko i ponownie dokładnie zmiksować. Ciągle miksując, dodawać jogurt naturalny, ekstrakt waniliowy lub ziarenka wanilii oraz rozgniecione banany. Kiedy składniki się połączą (masa może się zwarzyć, ale nie przejmujcie się, nie ma to żadnego znaczenia), wsypać mąkę z przyprawami i wymieszać szpatułką lub krótko zmiksować na wolnych obrotach, tylko do połączenia. Powinno powstać gęste ciasto. Dodać posiekane orzechy i wymieszać szpatułką.

Keksówkę o wymiarach 24,5×11,5 cm wysmarować dokładnie masłem (dno i brzegi) i oprószyć mąką, nadmiar mąki strzepać. Przełożyć do niej ciasto, wierzch wyrównać.

Ciasto wstawić do nagrzanego do 170°C piekarnika, nieco poniżej środkowej półki, i piec przez 55-60 minut, do tzw. „suchego patyczka”.
Jeżeli w trakcie pieczenia ciasto zacznie się zbyt mocno rumienić, należy przykryć je luźno folią aluminiową i piec dalej.

Gotowe ciasto przestudzić lekko w formie, po czym wyjąć je z niej i całkowicie wystudzić na kratce.
Przechowywać w szczelnie zamykanym pojemniku.
Najlepsze na drugi dzień po upieczeniu.

SMACZNEGO!

Opublikowano Babki, babeczki i muffiny, Ciasta ucierane, Desery | Otagowano , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Muffiny z rabarbarem

Muffiny, czyli szybko i na temat.
Dwie miski, kilka składników, mieszanie, nakładanie i do pieca. Pół godziny i gotowe.
Lubię. Z rabarbarem w szczególności. Nie za słodkie, wilgotne, pełne kwaśnych rabarbarowych kawałków. Niebo w gębie.

SKŁADNIKI NA OK. 20 SZTUK*:

      • 300 g mąki pszennej tortowej (typ 450)
      • 200 g gęstego jogurtu naturalnego
      • 100 g cukru
      • 10 g cukru z prawdziwą wanilią
      • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
      • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
      • 2 duże jaja
      • 125 ml oleju rzepakowego
      • sok z 1/2 cytryny
      • ok. 400 g rabarbaru
      • szczypta soli

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Dodatkowo, opcjonalnie:

  • cukier, do posypania muffinów

WYKONANIE:
Rabarbar umyć, osuszyć, przyciąć i pokroić na ok. 1 cm kawałki (nie trzeba go obierać).

Do jednej miski przesiać mąkę, proszek do pieczenia oraz sodę oczyszczoną. Dodać szczyptę soli, wymieszać.

Do drugiej miski wbić jaja. Dodać jogurt, olej, sok z cytryny, cukier oraz cukier z wanilią i dokładnie wymieszać, najlepiej rózgą kuchenną.

Do składników mokrych wsypać składniki suche. Wymieszać rózgą lub szpatułką, niezbyt dokładnie. Składniki mają się tylko z grubsza połączyć. Dodać rabarbar i wymieszać.

Formę na muffiny wyłożyć papilotkami. Nakładać do nich ciasto, do 3/4 ich wysokości. Wierzch każdej babeczki można posypać odrobiną cukru ( ja tego nie robię).
Piec w temperaturze 175°C przez ok. 25 minut. Muffiny powinny się mocno zrumienić.
Gotowe muffiny lekko przestudzić w formie, po czym wyjąć je z niej i studzić na kratce.

SMACZNEGO!

* Muffiny piekłam w formie o górnej średnicy gniazda 7 cm.

Opublikowano Babki, babeczki i muffiny, Ciasta i ciastka z owocami, Desery, Śniadania i podwieczorki | Otagowano , , , | 5 Komentarzy

Pastéis de nata, czyli portugalskie babeczki budyniowe

Najlepiej smakują w Portugalii, to oczywiste, ale zrobione własnoręcznie pod polską strzechą, także podbiją Wasze kubki smakowe.

Pastéis de nata, bo o nich mowa, to bardzo popularne i bardzo charakterystyczne dla portugalskiej kuchni babeczki budyniowe. Kruche ciasto francuskie i aksamitny, mocno słodki krem sprawiają, że traci się przy nich głowę.
Czy grozi Wam nieumiarkowanie w jedzeniu? Zdecydowanie.
Ciekawe jest to, że, jak głosi historia, jako pierwsi na pokuszenie wodzili nimi… zakonnicy. A dokładniej: mnisi z klasztoru hieronimitów w Santa Maria de Belém, dzielnicy Lizbony.
To oni szukali, szukali, aż w końcu znaleźli sposób na wykorzystanie nadmiaru żółtek, które pozostawały im po krochmaleniu habitów za pomocą białek z kurzych jaj. U nas powstawały pączki na 20 żółtkach, w Portugalii postawiono na babeczki.

Nie od dziś wiadomo, że przyodziani w habity i sutanny mają pierwszorzędny nos do kręcenia interesów wszelakich, toteż i wymyślenie receptury na pastéis de nata okazało się finansowym strzałem w dziesiątkę. Przez lata sprzedaż babeczek była jednym z ważniejszych źródeł dochodu klasztoru w Belém.

W 1834 roku, kiedy klasztor zamknięto, recepturę na babeczki wykupił od zakonników Domingos Rafael Alves, portugalski biznesmen o brazylijskich korzeniach. Jego potomkowie do dziś sprzedają w Belém babeczki wypiekane zgodnie z im tylko znaną, starą, sekretną recepturą mnichów. Zarówno ich nazwa – „Pastéis de Belém” – jak i  przepis, wedle którego powstają, są opatentowane.

Wypróbowałam kilka przepisów na pastéis de nata (mój mąż nazywa je „pasztetem z denata”!) i wybrałam ten, który wydaje mi się najlepszy. Ograniczyłam w nim tylko ilość cukru. Pół kilo na pół litra mleka to dla mnie o dużo za dużo. Jeżeli chcielibyście jednak spróbować zrobić budyń według oryginału, to syrop cukrowy przygotujcie z 500 g cukru i 250 ml wody, reszta składników bez zmian.

Polecam!

SKŁADNIKI NA OK. 24 BABECZKI*:

  • ok. 600-700 g ciasta francuskiego na maśle (dwa kawałki po ok. 300-350 g), najlepiej domowego, w temperaturze pokojowej
  • 250 g cukru
  • 300 ml tłustego mleka
  • 250 ml śmietanki kremówki 36% (można zamienić na mleko)
  • 125 ml wody
  • skórka obrana cienko z jednej dużej cytryny, dokładnie umytej i wyszorowanej
  • 1 laska cynamonu
  • 60 g mąki pszennej tortowej (typ 450)
  • 7 żółtek z dużych jaj**

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Dodatkowo, opcjonalnie:

  • cukier puder lub mielony cynamon, do oprószenia babeczek

WYKONANIE:
Przygotowanie kremu:
Mąkę dokładnie rozprowadzić w ok. 200 ml mleka; nie powinno być grudek.
Resztę mleka oraz śmietankę wlać do rondla z grubym dnem. Dodać obraną z cytryny skórkę oraz cynamon, postawić na ogniu i doprowadzić do wrzenia. Kiedy zacznie wrzeć, zdjąć z ognia. Ciągle mieszając płyn w rondlu, najlepiej za pomocą rózgi kuchennej, powoli wlewać do niego mleko z mąką. Dokładnie wymieszać, ponownie postawić na małym ogniu i, ciągle mieszając, zagotować. Zdjąć z ognia. Budyń będzie bardzo gęsty.

W drugim rondlu umieścić cukier i wodę. Postawić na ogniu, wymieszać i doprowadzić do wrzenia. Gotować przez 3 minuty (nie mieszać).
Zdjąć z ognia i od razu, powoli, cienkim strumieniem wlewać syrop cukrowy do gorącego budyniu. Budyń należy stale mieszać rózgą.
Po wlaniu całego syropu, krem należy przecedzić przez sito, aby pozbyć się cynamonu, skórki cytrynowej oraz ewentualnych grudek mąki.
Do przecedzonego budyniu dodawać kolejno po żółtku, dokładnie mieszając krem po każdym ich dodaniu.
Gotowy krem powinien być dosyć rzadki.

Babeczki:
Pierwszy z kawałków ciasta francuskiego rozwałkować na prostokąt o grubości ok. 3 mm. Kupne ciasto francuskie najczęściej sprzedawane jest w rozwałkowanych arkuszach, więc jeśli będziecie używać ciasta ze sklepu, pomińcie ten etap.
Rozwałkowane ciasto zwinąć w ciasny rulon. Rulon podzielić na 12 równych, ok. 2 cm plastrów.
Przygotować klasyczną formę na muffiny (na 12 sztuk). Do każdego z dołków włożyć po plastrze ciasta. Zwilżając palce w zimnej wodzie, dokładnie wykleić ciastem dno i boki każdego dołka.

Babeczki uzupełniać kremem, do 3/4 ich wysokości (budyń rośnie podczas pieczenia, po wyjęciu z piekarnika delikatnie opada).

Formę z babeczkami wstawić do nagrzanego do 250°C piekarnika. Piec przez 13-16 minut.
Z wierzchu krem powinien się mocno skarmelizować i poprzypalać.

Upieczone tartaletki wyjąć z piekarnika, zostawić je na 3 minuty w formie, po czym, odwracając formę do góry nogami, wyjąć je z niej i przełożyć na kratkę. Jeżeli krem przyklei się do brzegów formy, pomóżcie sobie nożem.

Pustą formę wyczyścić i upiec w niej drugą porcję babeczek, według instrukcji powyżej.

Tartaletki podawać na ciepło lub zimno. Można je oprószyć cukrem pudrem lub mielonym cynamonem.
Najlepiej smakują zaraz po upieczeniu.
Przechowywać w chłodnym pomieszczeniu lub lodówce.

SMACZNEGO!

Przepis na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=n529ZWCjYpI

** Z białek możecie zrobić bezę.

Opublikowano Babki, babeczki i muffiny, Ciasta i ciastka z kremem, Ciasto francuskie i półfrancuskie słodkie, Desery, Kuchnia świata, Wielkanoc | Dodaj komentarz

Torcik bezowy z kremem cytrynowym (lemon curd), kremem śmietankowym i owocami

Śnieżnobiała i niemożliwie słodka.
Krucha na zewnątrz i puszyście piankowa wewnątrz.
Dostojna Pavlova, skrojona na kształt spódniczki primabaleriny.
Wysoki do nieba tort, złożony z kilku blatów i aksamitnych kremów.
Rolada, skrywająca w swym wnętrzu maliny i bitą śmietanę.
Wiele twarzy ma królowa beza. A wszystkie niebywale piękne.

Ja mam dziś dla Was torcik. Dwa bezowe blaty, kwaśny lemon curd, przełamujący ich słodycz, puszysty krem śmietankowy i owoce.
Powiadam Wam: grzechu warte. Niejednego!

SKŁADNIKI:

Na bezę:

  • 8 białek z dużych jaj, bardzo dokładnie oddzielonych od żółtek
  • 400 g drobnego cukru
  • 2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej
  • 1,5 łyżeczki octu z białego wina
  • szczypta soli

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Na lemon curd, czyli orzeźwiający krem cytrynowy:

  • 250 ml soku z cytryny
  • skórka otarta z jednej dużej cytryny (lub dwóch mniejszych), dokładnie umytej i wyszorowanej
  • 1/3 szklanki cukru
  • 3 żółtka
  • 2 duże jaja
  • 110 g masła

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Na krem śmietankowy:

  • 250 g serka mascarpone, bardzo mocno schłodzonego
  • 500 ml śmietanki kremówki 30% lub 36%, bardzo mocno schłodzonej
  • 6-7 łyżek słodzonego mleka skondensowanego, zimnego
  • 4 łyżki czystej wódki (można pominąć)

Dodatkowo, opcjonalnie:

  • do wyboru: truskawki, borówki, maliny, jeżyny; do dekoracji tortu
  • listki mięty, do przybrania

WYKONANIE:
Beza (najlepiej robić ją dzień przed składaniem toru, wieczorem):
Do czystej, suchej (to ważne, każda kropla wody czy tłuszczu obróci wniwecz próby dokładnego ubicia białek), dużej miski wlać białka. Białka muszą być bardzo dokładnie(!) oddzielone od żółtek. Nawet odrobina żółtka sprawi, że piana się nie ubije.
Dodać szczyptę soli i ubić białka na sztywną pianę. Ciągle ubijając, dodawać stopniowo, po jednej łyżce, cukier. Ubijać, aż masa stanie się bardzo gęsta i lśniąca. Dodać ocet winny oraz skrobię i na wolnych obrotach zmiksować do połączenia.

Przygotować dwie blachy i wyłożyć je papierem do pieczenia. Na każdym arkuszu papieru narysować okrąg o średnicy 22 cm (lub jeden 22 cm, drugi 21 cm; najlepiej odrysować kształt od talerza). Na narysowane okręgi wyłożyć łyżką po połowie ubitych białek. Szybkimi ruchami uformować szpatułką boki białkowej masy. Wierzchy wyrównać.

Obie blachy wstawić do nagrzanego do 145°C piekarnika (z termoobiegiem), jedna pod drugą. Piec przez 5 minut, natychmiast obniżyć temperaturę do 90-100°C i piec przez ok. 2,5 godziny. W połowie czasu pieczenia można zamienić blachy miejscami. Blaty powinny być wypieczone, chrupkie z zewnątrz i wypełnione pianką w środku.
Wyłączyć piekarnik i pozostawić w nim bezy do wystygnięcia, najlepiej na całą noc (po godzinie można lekko uchylić drzwiczki piekarnika).

Od wystudzonych blatów ostrożnie (beza jest krucha) odkleić papier do pieczenia. Blaty należy przechowywać na dużych płaskich talerzach w temperaturze pokojowej, przykryte papierem do pieczenia lub śniadaniowym.

Lemon curd, czyli orzeźwiający krem cytrynowy (najlepiej przygotować go 1-2 dni wcześniej):
Żółtka i jaja bardzo dokładnie roztrzepać.
Masło roztopić w rondelku. Wsypać cukier i, mieszając, podgrzewać na małym ogniu do połączenia. Dodać sok i skórkę cytrynową oraz roztrzepane jaja i ciągle mieszając, najlepiej za pomocą trzepaczki do sosów lub rózgi kuchennej, doprowadzić do zagotowania. Gotować przez 2-3 minuty na małym ogniu, ciągle mieszając. Krem powinien zgęstnieć.
Zdjąć z ognia. Ciepły krem można przetrzeć przez sito – będzie miał wtedy bardzo aksamitną, gładką konsystencję i na pewno nie będzie w nim żadnych grudek.
Wystudzić, przykryć lub przełożyć do słoika i schłodzić w lodówce. W trakcie chłodzenia krem gęstnieje.

Krem śmietankowy (przygotować bezpośrednio przed składaniem tortu):
Zimny serek mascarpone przełożyć do dużej miski. Dodać zimną śmietankę kremówkę i ubić na gęsty krem, uważając, aby go nie przebić, bo powstanie „masło”. Dodać mleko skondensowane oraz wódkę i zmiksować na wolnych obrotach, tylko do połączenia składników.

Składanie tortu:
Na paterze lub dużym płaskim talerzu ostrożnie położyć pierwszy z bezowych blatów (jeżeli któryś jest większy, idzie na spód). Na bezę ostrożnie wyłożyć połowę kremu cytrynowego, rozsmarować. Na lemon curd wyłożyć połowę kremu śmietankowego, delikatnie wyrównać i przykryć go drugim z bezowych blatów.
Wierzchni blat posmarować drugą połową kremu cytrynowego. Przykryć go resztą kremu śmietankowego.
Torcik można udekorować owocami i listkami mięty.
Kroić długim nożem z piłką. Podawać od razu.

Resztę tortu przechowywać w lodówce, pamiętając o tym, że beza jest deserem nietrwałym. Chłonie wilgoć nie tylko z kremu, ale i z lodówki i powoli traci swoją chrupkość (po prostu cukier się rozpuszcza). Dlatego wszelkie torty bezowe należy składać bezpośrednio przed podaniem, a w lodówce najlepiej przechowywać je nie dłużej niż 24 godziny.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Bezy, beziki i ciasta bezowe, Ciasta i ciastka z kremem, Ciasta i ciastka z owocami, Desery, Wykorzystanie białek | Otagowano , , , , , , , , , , | 4 Komentarze

Lemon curd, czyli orzeźwiający krem cytrynowy

Jeżeli wraz z początkiem wiosny nachodzi Was ochota na coś mocno orzeźwiającego, szukacie pomysłu na kwaśny krem do tortu bezowego czy smarowidło do naleśników lub tostów, lemon curd będzie strzałem w dziesiątkę!

Ja w tym aksamitnym cytrynowym kremie jestem zakochana. Wyjadam go łyżką prosto z garnka, więc bywa czasami tak, że robię porcyjkę z myślą o jutrzejszej bezie, ale krem jutra nie doczeka…
Drobna uwaga na koniec: ja przygotowuję mocno kwaśny lemon curd, z niewielką ilością cukru. Jeżeli chcielibyście, aby krem wyszedł słodko-kwaśny, ilość cukru należy podwoić (co zaznaczam w przepisie).

SKŁADNIKI NA OK. 550 ml KREMU:

  • 250 ml soku z cytryny
  • skórka otarta z jednej dużej cytryny (lub dwóch mniejszych), dokładnie umytej i wyszorowanej
  • 1/3 szklanki cukru (lub 2/3 jeżeli chcecie otrzymać słodko-kwaśny krem;  ja wolę go w wersji mocno kwaśnej)
  • 3 żółtka
  • 2 duże jaja
  • 110 g masła

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

WYKONANIE:
Żółtka i jaja bardzo dokładnie roztrzepać.
Masło roztopić w rondelku. Wsypać cukier i, mieszając, podgrzewać na małym ogniu do połączenia. Dodać sok i skórkę cytrynową oraz roztrzepane jaja i ciągle mieszając, najlepiej za pomocą trzepaczki do sosów lub rózgi kuchennej, doprowadzić do zagotowania. Gotować przez 2-3 minuty na małym ogniu, ciągle mieszając. Krem powinien zgęstnieć.
Zdjąć z ognia. Ciepły krem można przetrzeć przez sito – będzie miał wtedy bardzo aksamitną, gładką konsystencję i na pewno nie będzie w nim żadnych grudek.
Krem można podawać od razu, na ciepło, np. jako dodatek do tostów.
Jeżeli chcecie wykorzystać lemon curd jako krem do ciast, tortów bezowych, Pavlovej itp. lub jako dodatek do zimnych deserów, należy go wcześniej wystudzić i schłodzić w lodówce. W trakcie chłodzenia krem gęstnieje.

Można przechowywać w lodówce do siedmiu dni, najlepiej w zakręconym słoiczku.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Desery, Kremy budyniowe, maślane i śmietanowe oraz budynie, puddingi i kisiele, Pasty i "smarowidła" słodkie, Sosy słodkie | Otagowano , , | 5 Komentarzy

Bajgiel z sadzonym jajkiem, świeżym kozim serem i szynką

„Papulate” kanapki, wypchane po brzegi dobrami tego świata, uwielbiam. Niejednokrotnie już zresztą o tym pisałam. Ostatnio upodobałam sobie bajgle.
Tnę takiego świeżego, chrupiącego i pachnącego delikwenta na pół, wkładam do niego połowę zawartości lodówki, a kiedy osiągnie już wysokość dwupiętrowego budynku, tak w przybliżeniu, przez kilka minut wiszę nad nim i się zastanawiam, jak go zjeść. I gdzie…  Czy konsumpcja nad zlewem to dobry pomysł? A może od razu ruszyć z tym w kierunku wanny?
W którą stronę bym się z nim nie udała, zawsze jest pysznie!

SKŁADNIKI DLA 2 OSÓB:

  • 2 bajgle
  • 2 duże jaja
  • 4-6 plastrów szynki
  • 6-8 rzodkiewek
  • 1 średni ogórek
  • kilka liści ulubionej sałaty (u mnie masłowa)
  • świeży kozi ser (rolada lub twarożek)
  • pół pęczka szczypiorku
  • sól morska, pieprz
  • 1,5 łyżki oleju rzepakowego lub 1 łyżka klarowanego masła, do smażenia jajek

WYKONANIE:
Warzywa umyć i osuszyć.
Ogórek obrać i pokroić w plastry.
Rzodkiewkę pokroić w plasterki.
Szczypiorek posiekać.

Bajgle przekroić na połówki (góra-dół). Spody posmarować obficie kozim serkiem. Na serze ułożyć kilka liści sałaty, po 2-3 plastry szynki oraz plasterki ogórka i rzodkiewki.

Na patelni rozgrzać olej rzepakowy lub masło klarowane. Ostrożnie wbić jajka, uważając, aby żółtko się nie rozlało. Jajka oprószyć solą oraz świeżo zmielonym pieprzem i smażyć na małym lub średnim ogniu do czasu, aż białko całkowicie się zetnie. Żółtko powinno pozostać płynne, powinno tylko lekko zgęstnieć*.

Gotowe jajka ostrożnie zdjąć z patelni i położyć na przygotowanych wcześniej spodach bajgli. Posypać dużą ilością szczypiorku. Przykryć wierzchami bajgli.
Kanapki podawać od razu.

SMACZNEGO!

* Jeżeli wolicie mocniej ścięte żółtko, na końcową minutę smażenia przykryjcie patelnię pokrywką.

Opublikowano Bułki i bułeczki wytrawne, Dania mięsne, Kanapki, Mięso wieprzowe, Przystawki i przekąski, Wytrawne, Śniadania i podwieczorki | Otagowano , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Gnocchi z miruną i cukinią w śmietanowym sosie curry

Przyznaję, nachodzi mnie czasami ochota na danie, po przyrządzeniu którego moja kuchnia wygląda jak po nalocie dywanowym, jednak na co dzień nic nie cieszy mnie bardziej, niż pyszny obiad w 10 minut, po którym nie muszę zmywać naczyń godzinami. Jak możecie się więc domyślić, dania jednogarnkowe święcą u mnie tryumfy.

Ostatnio moje lenistwo sięgnęło zenitu i nie chciało mi się nawet brudzić dodatkowego gara na podgotowanie kupnych gnocchi. A zamarzyły mi się w sosie śmietanowym… Uprościłam zatem sprawę i ugotowałam kluski w śmietanie. Do tego miruna, cukinia i curry. Pysznie, powiadam Wam!

SKŁADNIKI NA 4-6 PORCJI:

  • 500-600 g świeżych (niemrożonych) gnocchi; najlepsze będą oczywiście domowe, ale w sklepach też znajdziecie bardzo dobre kluski
  • 350 g polędwiczek lub filetów z miruny, bez skóry
  • 400 g śmietany 18%
  • 1 mała cukinia
  • 3 cebulki dymki ze szczypiorem
  • 2,5 łyżki tajskiej czerwonej pasty curry
  • 2 łyżki klarowanego masła lub oleju rzepakowego
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego
  • 1 łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
  • mały pęczek natki pietruszki
  • sól, opcjonalnie

Dodatkowo:

  • 3-4 suszone czerwone papryczki chili, do podania

WYKONANIE:
Rybę umyć pod zimną bieżącą wodą, dokładnie osuszyć i pokroić na mniejsze kawałki (mniej więcej 4×3 cm). Przełożyć do miseczki i delikatnie wymieszać z sosem sojowym. Odstawić na 10 minut.

W tym czasie umyć i osuszyć cukinię, natkę i dymkę.

Białe części dymki oddzielić od szczypioru i pokroić w talarki.
Natkę pietruszki oraz szczypior posiekać. Odjąć po 2 łyżki i odłożyć na później, do dekoracji dania.
Cukinię przekroić wzdłuż na pół. Każdą część przekroić jeszcze raz wzdłuż na pół i pokroić w cienkie plasterki.

Śmietanę dokładnie wymieszać z pastą curry i kuminem.

W dużej głębokiej patelni rozgrzać klarowane masło lub olej. Wrzucić gnocchi i obsmażyć je na złoty kolor. Dodać pokrojone białe części dymki oraz cukinię, wymieszać i smażyć przez 2 minuty, często mieszając. Patelnię zdjąć z ognia, do klusek z warzywami wlać śmietanę z curry, dokładnie wymieszać, po czym patelnię ponownie postawić na ogniu i doprowadzić sos do wrzenia. Dołożyć kawałki miruny i gotować przez 3 minuty. Rybę ostrożnie przewrócić na drugą stronę, dodać natkę pietruszki oraz szczypior i gotować przez kolejne 3 minuty. Ryba powinna zacząć się rozpadać.
W razie potrzeby doprawić solą.

Podawać od razu po zdjęciu z ognia. Dekorować natką, szczypiorem i rozkruszoną suszoną papryczką chili.

SMACZNEGO!

Opublikowano Dania rybne, Gulasze i inne dania jednogarnkowe, Makarony i kluski, Obiady i kolacje, Ryby i owoce morza, Wytrawne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Orzechowa polędwiczka wieprzowa z sosem jabłkowym i pieczonymi ziemniakami

Przez dwa miesiące zastanawiałam się, czy nie zwinąć blogowego majdanu. W grudniu przygotowałam nawet pożegnalny wpis, ale obiecałam sobie, że z jego publikacją wstrzymam się do stycznia.

Od samego początku istnienia tego miejsca w sieci, publikowanie nowych wpisów i przepisów uzależnione było tylko i wyłącznie od posiadania przeze mnie wolnego czasu i chęci. Żadne rzucanie lubianej pracy, zarabianie w wirtualnej rzeczywistości i przeistoczenie się w jednoosobową fabrykę, wypuszczającą w świat po 10 przepisów tygodniowo, nie wchodziło w grę. Znalazłam hobby, które dawało mi furę radości i satysfakcji. Po prostu.
Gotować kocham, odkąd Mama pozwoliła mi samodzielnie przygotować kaszkę dla mojej młodszej siostry, więc nie tylko to było powodem ekscytacji. Ogromnie cieszyło mnie dzielenie się z Wami tym, co udało mi się w kuchni stworzyć. Oczy mi się świeciły, kiedy czytałam w drodze z pracy, że któryś z przepisów wypróbowaliście, że smakowało, że Was czymś rozbawiłam. Do tego dochodziła frajda, jaką sprawiały mi zmagania z aparatem i robienie zdjęć. Droga, jaką przeszłam od paskudnych fotografii pączka, którego tłem była nie mniej paskudna firanka, poprzez etap, kiedy wydawało mi się, że im na zdjęciu więcej, tym lepiej, po teraźniejsze umiłowanie minimalizmu, głębokiego kontrastu i ciemnych barw, była kręta i wyboista. A do zadowolenia jeszcze daleko…

Wolnego czasu miałam jednak coraz mniej, a jeśli nawet się trafił, to siedzenie przed komputerem było ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę. Gotowanie ciągle sprawiało mi radość, ale bieganie z aparatem wokół talerza już niekoniecznie. Wszystko to sprawiło, że w ubiegłym roku przerwy między kolejnymi wpisami sięgały miesiąca, a po opublikowaniu listopadowego curry i ciągłym odwlekaniu zamieszczenia kolejnego wpisu, zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy trwanie tu na siłę ma jakikolwiek sens.

Pod koniec listopada stwierdziłam, że usunę Skumbrie jednym kliknięciem. Zapewne nawet nikt by nie zauważył, że zniknęłam na dobre. Nigellą przecież nie jestem, a w internecie istnieje tyle ciekawych kulinarnie miejsc. Wstrzymałam się jednak.
W grudniu doszłam do wniosku, że parę słów na pożegnanie napisać należy. Że muszę podziękować tym, którzy mnie tutaj odwiedzali, wspierali i doceniali to, co robię. Dzięki którym nie raz, nie dwa śmiałam się od ucha do ucha. Napisałam więc dziękczynno-pożegnalną perorę, która na blogu miała pojawić się przed świętami. Mąż namówił mnie jednak, abym z publikacją tekstu jeszcze poczekała. Do stycznia. Może mi się odmieni, może znowu mi się zachce…

Dziś za tę namowę jestem mu wdzięczna.

Zostaję.

A w ramach rekompensaty za bardzo długie milczenie, oddaję w Wasze ręce przepis na obiad „na wypasie”. Kosztujcie!

SKŁADNIKI NA 2-3 PORCJE:

Mięso:

  • 1 mała polędwiczka wieprzowa (waga ok. 300 g)
  • sól

Marynata do mięsa*:

  • 1 kopiata łyżka masła orzechowego
  • 4-5 łyżek oliwy
  • 2 kopiate łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/4 papryczki habanero
  • 1/2 łyżki płynnego miodu
  • sok z 1/4 cytryny
  • skórka otarta z 1/4 cytryny, wcześniej sparzonej i wyszorowanej
  • pieprz

Sos jabłkowy:

  • 2 kwaśne jabłka, najlepiej odmiany Szara Reneta
  • 6 łyżek soku jabłkowego 100%
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1/2 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • sok z 1/2 cytryny
  • skórka otarta z 1/2 cytryny, wcześniej sparzonej i wyszorowanej
  • 100 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę
  • sól, pieprz

Ziemniaki:

  • 3-4 duże ziemniaki (lub 6-8 małych)
  • 4 łyżki oleju rzepakowego lub oliwy
  • 2 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • 1/4 łyżeczki mielonego pieprzu
  • sól morska gruboziarnista

Dodatkowo:

  • natka pietruszki lub gałązka rozmarynu, do dekoracji dania

WYKONANIE:
Marynowanie mięsa:
Mięso umyć pod zimną bieżącą wodą, osuszyć, dokładnie oczyścić z błon i natrzeć obficie solą.

Papryczkę habanero drobno posiekać.
Czosnek obrać i przecisnąć przez praskę.
Masło orzechowe rozmieszać dokładnie z oliwą. Dodać pozostałe składniki marynaty, wymieszać. Doprawić pieprzem.

Polędwiczkę włożyć do naczynia z marynatą, dokładnie ją w niej obtoczyć, naczynie z mięsem przykryć i wstawić na noc do lodówki (maksymalnie na 24 godziny).

Zamarynowane mięso wyjąć z lodówki i zostawić na 1,5 godziny w temperaturze pokojowej.

Pieczenie mięsa:
Ogrzaną do temperatury pokojowej polędwiczkę przełożyć do naczynia żaroodpornego lub na wyłożoną pergaminem blachę. Wierzch mięsa posmarować marynatą, która została w naczyniu.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200°C i piec bez przykrycia przez 18 minut. Po wyjęciu z piekarnika polędwiczkę przykryć szczelnie folią aluminiową i odstawić na 6 minut.

Gotową polędwiczkę kroić na plastry. Podawać od razu z pieczonymi ziemniakami i gorącym sosem jabłkowym. Dekorować natką pietruszki lub rozmarynem.

Ziemniaki:
Ziemniaki bardzo dokładnie umyć i wyszorować pod bieżącą wodą. Nie obierać, mniejsze pokroić na ćwiartki, większe na ósemki.

W dużej misce połączyć olej lub oliwę, rozmaryn i pieprz. Wrzucić pokrojone ziemniaki i wymieszać. Ziemniaki muszą być dokładnie pokryte oliwą z ziołami.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Rozłożyć na niej ziemniaki, w jednej warstwie, skórką do dołu. Oprószyć gruboziarnistą solą morską.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200°C i piec przez 30 minut.
Podawać od razu.

Sos jabłkowy:
Jabłka obrać i pokroić w drobną kostkę. Przełożyć je do rondla z grubym dnem. Dodać sok i skórkę z cytryny, 3 łyżki soku jabłkowego oraz rozmaryn, wymieszać i gotować do czasu, aż jabłka całkowicie się rozpadną. Dodać miód i resztę soku jabłkowego i gotować jeszcze przez 3-4 minuty, często mieszając.
Dodać pokrojone w kostkę zimne masło. Mieszać do czasu, aż masło się rozpuści. Zdjąć z ognia. Doprawić solą i pieprzem. Sos można dodatkowo zblendować, ja tego nie robię.
Podawać od razu, np. jako dodatek do ciepłych mięs.

* Przepis na marynatę inspirowany recepturą Karola Okrasy.

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Bezmleczne, Boże Narodzenie, Dania mięsne, Mięso wieprzowe, Obiady i kolacje, Wytrawne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 14 Komentarzy