Czekoladowe ciasto z jabłkami i orzechami „salcesonem” (co za krzywda!) zwane

Nie mam pojęcia, kto i kiedy jako pierwszy nazwał to pyszne ciasto „salcesonem”. Nie wiem, jak bardzo szalony, pijany czy spragniony mięska, skórek i wieprzowych uszu gotowanych w pęcherzu był, ale nigdy mu tej przewiny nie wybaczę. Dzięki niemu czekoladowy placek, smak mojego dzieciństwa, po wieki wieków będzie przypominał mi o istnieniu wyrobu wędliniarskiego, od którego odrzuca mnie do innej galaktyki. Dziękuję bardzo!

Stękam nad tą nazwą od ponad dwudziestu już lat. Obiecuję sobie, że nigdy więcej nie użyję jej w odniesieniu do ciasta z jabłkami, które tak często jadałam będąc brzdącem, po czym łapię się na tym, że jednak do tej nieszczęsnej głowizny w żołądkach wieprzowych wracam. Kopiując przepis z zeszytu mojej Mamy, najpierw okropną nazwę pominęłam i zapisałam recepturę jako „czekoladowe ciasto z jabłkami”, by po kilku dniach dodać nawias, a w nawiasie… „salceson”, a jakże!

Niechaj salcesonu kiedyś w sklepie braknie dla tego, kto wyrządził temu zacnemu wypiekowi taką krzywdę! Ciasto jest przepyszne! Bogate w jabłka i orzechy, wilgotne, nieprzesłodzone, długo zachowujące świeżość… Idealne do herbaty lub kawy. Róbcie i zajadajcie się. Niech Wam się uszy (byle nie wieprzowe) trzęsą!

SKŁADNIKI:

Ciasto:

  • 6 jaj (M)
  • 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej tortowej (typ 450)
  • 2/3 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki oleju słonecznikowego
  • 2 i 1/2 łyżki kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 500-600 g kwaśnych jabłek (waga przed obraniem)
  • 100 g posiekanych orzechów włoskich

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Ganache (polewa czekoladowa):

  • 100 ml śmietanki kremówki 30%
  • 1 łyżka masła
  • 50 g gorzkiej czekolady*
  • 50 g mlecznej czekolady*

WYKONANIE:
Ciasto:
Mąkę, proszek do pieczenia oraz kakao przesiać do miski, wymieszać, odstawić.
Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne, pokroić w centymetrową kostkę i połączyć z sokiem z cytryny.

Białka oddzielić o żółtek i ubić je ze szczyptą soli na sztywną pianę. Ciągle ubijając, dodawać po łyżce cukru. Kiedy piana zgęstnieje i stanie się lśniąca, dodawać po jednym żółtku, ciągle miksując. Miksować tylko do momentu połączenia się składników.

Do piany dodać połowę mąki z kakao i delikatnie wymieszać szpatułką. Dodać drugą połowę mąki z kakao i ponownie delikatnie wmieszać ją w pianę. Dodać jabłka, posiekane orzechy oraz olej, wymieszać szpatułką. Ciasto powinno być gęste.

Gotowe ciasto przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia (samo dno) tortownicy o średnicy 22 cm**, delikatnie wyrównać. Piec przez 60 minut (lub dłużej, do tzw. „suchego patyczka”) w temperaturze 150-160°C (z termoobiegiem), najlepiej nieco poniżej środkowej półki piekarnika.

Upieczone ciasto przestudzić w formie. Przestudzone wyjąć z tortownicy, odwrócić spodem do góry, usunąć papier, ponownie odwrócić i wystudzić całkowicie na kratce.

Ganache:
Śmietankę wlać do rondelka, dodać masło i zagotować. Zdjąć z ognia i natychmiast dodać połamaną na małe kawałki gorzką i mleczną czekoladę. Odstawić na minutę, po czym wymieszać szpatułką do połączenia i otrzymania lśniącej, gęstej polewy.

Wystudzone ciasto polać ciepłą polewą czekoladową. Odstawić do lekkiego jej stężenia.

SMACZNEGO!

* Można użyć 100 g czekolady mlecznej, jako że ciasto nie jest mocno słodkie.

** U mnie była to tortownica o średnicy 20 cm. Chciałam, aby ciasto było wyższe.

Opublikowano Ciasta i ciastka z owocami, Desery, Szarlotki i ciasta z jabłkami | Otagowano , , , , , , | 21 komentarzy

Botwinka z fasolą i kurczakiem

Pyszną zupą botwinkową, która ostatnimi czasy króluje na naszym stole, witam Was po dłuższej przerwie.

Dobry wieczór!

SKŁADNIKI NA 6-8 PORCJI:

  • 1,5 l bulionu warzywnego lub drobiowego
  • 2 filety z piersi kurczaka, ok. 400 g
  • 2 pęczki botwiny z maleńkimi buraczkami lub bez buraczków
  • puszka drobnej białej fasoli (400 g)
  • 2 szalotki
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 3 łyżki octu z białego wina
  • 3 łyżki śmietany 18%
  • 40 g klarowanego masła
  • duży pęczek koperku
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • sól, pieprz

Dodatkowo:

  • ugotowane na twardo jajka,  do podania; opcjonalnie

WYKONANIE:
Botwinę umyć, osuszyć, drobno pokroić (buraczki kroić w kosteczkę).
Koperek umyć, osuszyć, pozbawić twardych łodyżek i drobno posiekać. Odrobinę odłożyć do dekoracji zupy.
Szalotki i czosnek obrać i pokroić w drobniutką kosteczkę.
Fasolę osączyć z zalewy.

Mięso umyć pod zimną bieżącą wodą, osuszyć, oczyścić z błon i pokroić w niedużą kostkę. Oprószyć solą.

W garnku o grubym dnie rozgrzać 20 g klarowanego masła, wrzucić pokrojone mięso i obsmażyć je na złoto z każdej strony. Wyjąć, odstawić.

W garnku rozgrzać kolejne 20 g klarowanego masła. Wrzucić pokrojone szalotki, a kiedy się zeszklą, dodać czosnek i smażyć jeszcze przez pół minuty. Wlać bulion, zagotować. Dodać pokrojone buraczki i łodyżki botwiny, a kiedy zupa zacznie ponownie wrzeć, wlać ocet z białego wina, dodać suszony tymianek i gotować na wolnym ogniu przez 8-10 minut (buraczki i łodyżki powinny być miękkie). Dodać fasolę, podsmażonego kurczaka oraz pokrojone liście botwiny i gotować jeszcze przez 3-5 minut.

Śmietanę zahartować kilkoma łyżkami gorącej zupy. Zupę dodawać stopniowo, po łyżce, ciągle mieszając. Dokładnie rozkłóconą śmietanę (nie może być grudek!) dodać do zupy, wymieszać. Dorzucić posiekany koperek, doprawić solą i pieprzem. Zdjąć z ognia.

Podawać z połówkami lub ćwiartkami ugotowanych na twardo jajek, opcjonalnie.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Dania mięsne, Mięso drobiowe, Obiady i kolacje, Wytrawne, Zupy i buliony | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarze

Naleśniki z makiem w sosie z soku z czerwonych pomarańczy z dodatkiem Campari

Połowę wczorajszych naleśników z makiem zjadłam z powidłami śliwkowymi i bitą śmietaną, drugą połowę postanowiłam utopić w sosie z soku z krwistych pomarańczy (na podobieństwo francuskich crêpes Suzette). Żeby było ciekawiej, do sosu dodałam spory chlust Campari. Zniknęły w okamgnieniu.

Polecam!

SKŁADNIKI NA 6 PORCJI:

  • 12 naleśników z makiem 
  • 225 ml świeżo wyciśniętego soku z czerwonych pomarańczy
  • 2-3 łyżki Campari
  • 40 g cukru Muscovado
  • 60 g pokrojonego w kostkę masła, w temperaturze pokojowej

Dodatkowo:

  • cząstki czerwonych pomarańczy, do podania

WYKONANIE:
Naleśniki złożyć w „chusteczkę” (trójkąt).

Na dużą patelnię wlać sok z pomarańczy, dodać Muscovado, wymieszać, doprowadzić do wrzenia i gotować na wolnym ogniu, aż sos zredukuje się o 2/3. Powinien stać się lepki i oklejać zanurzoną w nim łyżkę.
Zredukowany sos zdjąć z ognia, dodać do niego pokrojone w kostkę masło i mieszać energicznie do czasu, aż masło się roztopi i dokładnie połączy z sosem. Wlać Campari, dokładnie wymieszać.

Patelnię z sosem ponownie postawić na wolnym ogniu. Do gotującego się sosu wkładać po cztery złożone naleśniki. Gotować przez ok. 1,5 minuty, przewrócić naleśniki na drugą stronę i gotować przez kolejne 1,5 minuty. Naleśniki muszą się dobrze zagrzać i nasiąknąć sosem pomarańczowym.

Podawać od razu z cząstkami czerwonych pomarańczy.

SMACZNEGO!

Opublikowano Desery, Naleśniki, racuchy, placki i bliny słodkie, Śniadania i podwieczorki | Otagowano , , , , , | 17 komentarzy

Naleśniki z makiem

Czasu nie da się oszukać. Nie można go cofnąć, nie można go zatrzymać, nie przewiniemy życia do przodu, aby zerknąć, co nas czeka. Nie wrócimy do wczoraj. Nie wskoczymy do jutra. On nie poczeka, kiedy zaśpimy i nie rozciągnie się w nieskończoność tuż przed wyjazdem ukochanej osoby. Przesuwanie wskazówek w zegarku dwa razy w roku może i daje nam chwilowe poczucie władzy, ale czas to drań – co nam da zimą, zabierze wiosną. I odwrotnie.

Od kilku dni chodzę niedospana i całkowicie wybita z rytmu. Nie znoszę tych zimowo-wiosennych zabaw z czasem. Niech on zasuwa tak, jak chce. Niech mi nikt nie każe w sekundę robić z drugiej trzecią lub z trzeciej drugą, bo i tak o tym zapomnę, a następnie mocno się zdenerwuję, kiedy przy niedzielnych śniadaniowych naleśnikach z makiem, do których zasiadłam o jedenastej, doznam olśnienia, że właśnie wybiło południe…

SKŁADNIKI NA OK. 20 NIEDUŻYCH NALEŚNIKÓW:

  • 4 jaja
  • 500 ml mleka 3,2%
  • 50 ml wody
  • 25 g masła
  • 260 g mąki pszennej tortowej (typ 450)
  • 2 łyżki maku
  • łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią, opcjonalnie
  • szczypta soli

WYKONANIE:
Masło roztopić i przestudzić.
Mąkę przesiać, wymieszać z makiem, odstawić.

Jaja wbić do miski, dodać sól oraz (opcjonalnie) cukier z wanilią i roztrzepać dokładnie rózgą kuchenną lub zmiksować. Dodawać po łyżce mąki z makiem i ubijać, aż powstanie gładkie gęste ciasto. Kiedy ciasto zrobi się zbyt gęste do ubijania rózgą lub miksowania, dolać 100 ml mleka, dokładnie wymieszać i kontynuować dodawanie mąki z makiem i ubijanie. Kiedy całość mąki zostanie dodana do ciasta, dolać do niego 100 ml mleka i dokładnie wymieszać. Wlać resztę mleka oraz wodę, wymieszać. Dodać roztopione masło i dokładnie połączyć je z ciastem naleśnikowym. Gotowe ciasto można wstawić na 2 godziny do lodówki (naleśniki będą delikatniejsze; przed smażeniem ciasto wymieszać), można też smażyć naleśniki od razu.

Rozgrzać niedużą patelnię z nieprzywierającą powłoką (można ją bardzo delikatnie posmarować masłem) i smażyć na niej cieniutkie naleśniki.

Usmażone naleśniki układać na talerzu jeden na drugim.

Podawać z ulubionymi dodatkami: twarożek, dżem, owoce, czekolada, bita śmietana; jeżeli nie dodacie do ciasta cukru waniliowego, możecie podawać je w wersji wytrawnej.

SMACZNEGO!

Opublikowano Desery, Naleśniki, racuchy, placki i bliny słodkie, Naleśniki, racuchy, placki i bliny wytrawne, Obiady i kolacje, Śniadania i podwieczorki | Otagowano , , | 8 komentarzy

Kruche cytrynowe ciasteczka z makiem

Zapach żonkili miesza się z aromatem świeżo upieczonych cytrynowych ciastek.
Herbata zdecydowanie już się zaparzyła. Łyczek. Jeszcze gorąca – taką lubię najbardziej. Spoglądam przez okno… Słońce jeszcze nie zaszło. Co prawda zza dachu pobliskiej szkoły wychyla się już tylko pomarańczowo-różowa poświata, ale wiem, że tam, niżej, ono jeszcze jest. Dzieci biegające między piaskownicą a zjeżdżalnią na pewno je widzą. Jutro pójdę popatrzeć, jak zachodzi za lasem.
Łyczek. Ciągle gorąca. To dobrze, będą nią cudownie nasiąkać. Mama nie mogła patrzeć, jak maczam kruche ciastka w herbacie. „Połowę zostawisz, bo będą Ci w niej pływać farfocle!” – mówiła. Lubię herbatę z farfoclami. Piję do dna…

SKŁADNIKI NA OK. 40 CIASTEK:

  • 200 g mąki pszennej tortowej (typ 450)
  • 40 g mąki krupczatki
  • 85 g cukru pudru
  • 30 g maku
  • 200 g bardzo zimnego masła
  • skórka otarta z jednej małej cytryny
  • sok z 1/2 małej cytryny
  • szczypta soli

WYKONANIE:
Mąkę tortową oraz cukier puder przesiać do miski lub na stolnicę. Dodać krupczatkę, mak oraz sól. Wymieszać. Zimne masło zetrzeć na tarce o dużych oczkach bezpośrednio do mąki z makiem. Dodać skórkę z cytryny i rozetrzeć wszystko między palcami na „mokry piasek” (drobniutką kruszonkę). Dodać sok z cytryny i szybko zagnieść ciasto tak, aby tworzyło jedną całość. Nie wyrabiać dłużej, nie jest to potrzebne. Ciasto podzielić na dwie części, każdą uformować w kulę, spłaszczyć, owinąć szczelnie folią spożywczą i włożyć do lodówki na 35 minut.

Po tym czasie połowę ciasta wyjąć na oprószoną mąką stolnicę (wałek również oprószyć mąką) i szybko rozwałkować je na placek o grubości 4-5 mm. Ulubionymi foremkami lub literatką wykrawać ciasteczka. Układać je na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, zachowując około 1,5  cm odstępy. Od razu wstawić do piekarnika nagrzanego do 180°C. Piec przez około 8-12 minut, do lekkiego zrumienienia brzegów (trzeba być czujnym, zbyt mocno zrumienione będą niesmaczne).
Po wyjęciu z piekarnika pozostawić ciastka na blasze na 2-3 minuty, po czym ostrożnie przełożyć je na kratkę i całkowicie wystudzić.

Podobnie postąpić z drugą połową ciasta oraz resztkami, które zostaną po wykrojeniu ciasteczek – resztki należy zagnieść i schłodzić w lodówce w trakcie pieczenia kolejnych porcji ciastek.

Przechowywać w szczelnie zamykanym pojemniku.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezjajeczne, Ciastka kruche, Desery | Otagowano , , , , | 19 komentarzy

Dwukolorowy koktajl z bananów i czerwonych pomarańczy z dodatkiem kurkumy

Ależ mnie korci, jak mnie bardzo korci, aby wyrzucić już z szafy zimowy przyodziewek i upchnąć go na kilka miesięcy gdzieś w czeluściach pawlacza. Każdego dnia patrzę na te wszystkie kurtki, czapki i szaliki z coraz większą nienawiścią. Bo ja bym już chciała w trampkach pohasać, w lekkich płaszczykach pochodzić, nie musieć grzebać w torebce i kieszeniach w poszukiwaniu jak zwykle zagubionej gdzieś rękawiczki.

Na chceniu i korceniu póki co się jednak kończy. Dzisiejszy poranek skutecznie wybił mi z głowy chowanie czegokolwiek i wybieranie się do pracy w cienkiej kurteczce i bucikach o wątpliwej nieprzemakalności. Zostałam wysmagana zimnem wzdłuż, wszerz i na wskroś, a gęsią skórkę mam do teraz. Marcu, jakże mogłam zapomnieć, że to ty tutaj rządzisz? Za wszystkie błędy przepraszam i obiecuję natychmiastową poprawę, prosząc jednocześnie, choć z pewną taką nieśmiałością, abyś być może już w przyszłym tygodniu okazał nam litość i miłosierdzie.

Miast robienia porządków w szafie, robię witaminowe koktajle, coby mnie jakaś zaraza na przednówku po tym porannym smaganiu nie dopadła. Pomarańcze, kurkumo, strzeżcie mnie!

SKŁADNIKI NA 2 PORCJE:
Część żółta:

  • 2 duże, bardzo dojrzałe banany
  • sok wyciśnięty z 3 małych pomarańczy
  • 3/4 łyżeczki kurkumy
  • szczypta czarnego pieprzu (koniecznie!; zwiększa przyswajalność kurkuminy)

Część czerwona:

  • 2 czerwone pomarańcze, wyfiletowane
  • 1 mały, dojrzały banan
  • 1/4 łyżeczki płynnego miodu, opcjonalnie

WYKONANIE:
Część żółta: 
Do misy blendera (lub miksera kielichowego) wlać sok z pomarańczy, dodać kurkumę, pieprz oraz podzielone na kawałki obrane banany. Zmiksować na gładki, dosyć gęsty koktajl. Rozlać do dwóch wysokich szklanek.

Część czerwona:
W czystej misie blendera (lub mikserze kielichowym) umieścić oczyszczone z białych skórek cząstki czerwonych pomarańczy, podzielonego na kawałki banana oraz (opcjonalnie) miód. Dokładnie zmiksować. Ostrożnie wylać lub wyłożyć łyżką na część żółtą.

Podawać od razu.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Bezmleczne, Desery, Koktajle mleczne, owocowe i warzywne, Soki i napoje, Śniadania i podwieczorki | Otagowano , , , , , | 11 komentarzy

Pączki z ajerkoniakiem oblane gorzką czekoladą

pacz1

pacz2

Jego Wysokość Pączek.

Bajeczny.
Rewelacyjny.
Piekielnie pyszny.
Delikatny, mięciutki i puszysty.
Z wspaniałym, powtarzam, wspaniałym nadzieniem ajerkoniakowym i polewą z gorzkiej czekolady.
Mogłabym mu śpiewać pieśni pochwalne i wiersze podniosłe o nim pisać, ale oszczędzę tego i jemu, i Wam.
Pączek ów większej ilości komplementów mych chyba nie potrzebuje.
Jaki ów pączek jest, każdy widzi.

Bardzo, bardzo, bardzo polecam!

pacz3

pacz4

pa

SKŁADNIKI NA 20-25 PĄCZKÓW:
(Deser przeznaczony tylko dla osób powyżej 18 roku życia.)

  • 500 g mąki pszennej luksusowej (typ 550)
  • 30 g drożdży
  • 3 żółtka
  • 2 jaja
  • 220 ml ciepłego mleka 3,2 %
  • 30 ml śmietanki kremówki 30%
  • 60 g cukru
  • 120 g masła
  • 30 ml spirytusu lub czystej wódki
  • dwie szczypty soli

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Mleko lekko podgrzane.)

Krem ajerkoniakowy:

  • 250 ml gęstego domowego ajerkoniaku lub Advocaatu 
  • 50 ml mleka 3,2%
  • 50 ml śmietanki kremówki 30%
  • 3 żółtka
  • 1 łyżka cukru
  • jedna laska wanilii
  • 25 g mąki pszennej tortowej (typ 450) lub luksusowej (typ 550)

Polewa czekoladowa:

  • 200 g gorzkiej czekolady (min. 70% kakao)
  • 1 łyżka masła, opcjonalnie

Dodatkowo:

  • 1 kg smalcu, do smażenia pączków*
  • płatki migdałowe, do dekoracji pączków, opcjonalnie

WYKONANIE:
Krem ajerkoniakowy:
Żółtka i cukier umieścić w misce. Ubijać mikserem (ustawionym na najwyższe obroty) do czasu, aż powstanie jasny, gęsty krem. Dodać przesianą mąkę oraz ziarenka z laski wanilii (pustą laskę zachować) i zmiksować. Wlać ajerkoniak lub Advocaat i zmiksować do połączenia.

Do rondla z grubym dnem wlać mleko i śmietankę, dodać pustą laskę wanilii, postawić na ogniu, zagotować. Natychmiast zdjąć z ognia, wyjąć wanilię i wlewać cienkim strumykiem do miksowanej na wolnych obrotach masy jajeczno-ajerkoniakowej.

Całość od razu przelać do rondla po mleku, postawić na średnim ogniu i gotować do czasu, aż krem zgęstnieje. W trakcie gotowania krem należy ciągle mieszać rózgą kuchenną.
Gotowy krem zdjąć z ognia i odstawić do całkowitego wystudzenia.

Pączki:
Do miseczki wkruszyć drożdże, zalać je 125 ml ciepłego mleka, dodać łyżkę cukru i 2 łyżki mąki, lekko wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce do podrośnięcia na około 20 minut.

Masło roztopić w rondelku. Przestudzić.

Mąkę przesiać do dużej miski, zrobić w niej wgłębienie i wlać do niego zaczyn. Dodać resztę mleka, śmietankę, resztę cukru, żółtka, jaja, sól oraz alkohol i zamieszać wszystko drewnianą łyżką. Kiedy składniki się połączą, zacząć wyrabiać ciasto (można użyć miksera ze specjalnym hakiem do ciasta drożdżowego), dodając po 2 łyżki masła. Każdą kolejną porcję masła dodawać dopiero wówczas, kiedy ciasto w całości wchłonie poprzednią.  Ciasto na początku będzie bardzo klejące, tak ma być, nie należy dosypywać mąki.
Wyrabiać do momentu, aż ciasto będzie gładkie, elastyczne, będzie odchodziło od miski i ręki. Powinno być „luźne” i delikatne.
Wyrobione ciasto przełożyć do oprószonej mąką lub wysmarowanej olejem dużej miski, przykryć ścierką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1,5-2 godziny. Powinno podwoić swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto wyjąć na oprószoną mąką stolnicę, krótko wyrobić, podzielić na dwie części, każdą rozciągnąć lub rozwałkować na placek o grubości 1 cm. Za pomocą szklanki lub kubka wycinać koła i układać je w sporych odstępach na oprószonych mąką deskach. Przykryć ścierką i pozostawić w ciepłym miejscu na 25-35 minut do wyrośnięcia. Pączki powinny być dobrze napuszone.

(Pączki można też formować ręcznie. Wyrośnięte ciasto wyjąć na oprószoną mąką stolnicę, krótko wyrobić, odrywać kawałki ciasta – po ok. 50-55 g na pączek – formować kulki i układać je w sporych odstępach na oprószonych mąką deskach. Przykryć ścierką i pozostawić w ciepłym miejscu na 25-35 minut do wyrośnięcia. Powinny być dobrze napuszone.)

Wyrośnięte pączki smażyć w głębokim tłuszczu, najlepiej smalcu, o temperaturze 175°C** (przydaje się termometr spożywczy lub frytkownica, która ma regulowaną temperaturę smażenia). Pączki należy smażyć partiami, po 4-5 sztuk, na ciemnozłoty kolor z obydwu stron (po ok. 2 minuty z każdej).

Usmażone pączki wyjmować z tłuszczu łyżką cedzakową i osączać na papierowym ręczniku.

Za pomocą szprycy lub rękawa cukierniczego z długą, ostrą końcówką nadziewać lekko ciepłe pączki wystudzonym kremem ajerkoniakowym.

Polewa z gorzkiej czekolady:
Czekoladę połamać na kawałki i wraz z masłem (masło można pominąć) włożyć do metalowej lub szklanej miski.
Miskę umieścić na garnku z niewielką ilością wrzącej wody – miska nie może dotykać lustra wody! – rzadko mieszając, podgrzewać w kąpieli wodnej do czasu, aż czekolada i masło całkowicie się rozpuszczą. Od razu zdjąć miskę z polewą znad garnka z wodą.

Wystudzone pączki zanurzać do połowy w gorącej rozpuszczonej czekoladzie. Można udekorować je płatkami migdałowymi. Ja je pominęłam, bo pączki i tak są już bardzo bogate.
Udekorowane pączki odłożyć do lekkiego stężenia polewy lub zajadać się nimi od razu. Kto by się przejmował czekoladą na nosie, brodzie czy czole.

SMACZNEGO!

Jeżeli nie używacie smalcu, najlepszy będzie olej rzepakowy lub kokosowy – 1 litr.

** Tłuszcz należy rozgrzewać powoli.
Jeżeli nie posiadacie ani termometru cukierniczego, ani frytkownicy z termostatem i smażycie pączki „na oko”, najlepiej robić to w szerokim i niewysokim garnku postawionym na średnim ogniu.
Tłuszcz powinien być dobrze rozgrzany, a liczba pączków smażonych na raz nie powinna przekraczać 5. Większa liczba pączków znacznie obniży temperaturę tłuszczu i ciasto mocno nim nasiąknie, nim proces smażenia się rozpocznie.
Pączków nie należy smażyć na bardzo mocnym ogniu. Przy zbyt wysokiej temperaturze tłuszczu ciasto nie będzie rosło równomiernie – środek pozostanie zbity, a skórka, która mocno pójdzie do góry, będzie od niego odstawać.

Opublikowano Ciasto drożdżowe słodkie, Desery, Desery z alkoholem, Ostatki, Pączki, oponki, faworki, Tłusty Czwartek | Otagowano , , , , , , , , | 12 komentarzy

Makaron fusilli bucati corti z pesto z rukoli i roszponki oraz kurczakiem w kurkumie

mak11

mak3

W weekend doszłam do wniosku, iż jestem uzależniona od pesto z rukoli i roszponki. Zrobiłam trzy porcje w przeciągu dwóch tygodni i ciągle mi mało. Nic dziwnego, że tak szybko znika, skoro wyjadam je łyżeczką prosto ze słoika i smaruję nim kanapki i tosty. Jak tak dalej pójdzie, to mój blender wyzionie ducha, a moje zęby zmienią kolor na zielony. Po kilku miesiącach cała zzielenieję.

Wczoraj znowu nie mogłam mu się oprzeć. Tym razem, wraz z kurczakiem marynowanym w kurkumie, trafiło do makaronu. Palce lizać!

mak2

mak4

SKŁADNIKI NA 2 PORCJE:

  • 200 g makaronu fusilli bucati corti 
  • ok. 180-200 g mięsa z udek kurczaka, oczyszczonego z błon
  • 2 ząbki czosnku
  • 2,5 łyżki pesto z rukoli, roszponki i słonecznika
  • 2,5 łyżki oliwy extra vergine
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka mielonej kurkumy
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne 
  • sól

Dodatkowo:

  • 1,5 łyżki oliwy extra vergine
  • 2 łyżki startego sera pecorino, do podania
  • listki rukoli i/lub roszponki, do dekoracji

WYKONANIE:
Mięso umyć pod zimną bieżącą wodą, osuszyć i pokroić w niedużą kostkę. Oprószyć solą.
W miseczce połączyć 2,5 łyżki oliwy z oliwek, sok z cytryny, przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, pieprz cayenne, kurkumę i imbir. Do marynaty włożyć pokrojone mięso. Dokładnie wymieszać. Przykryć i wstawić na 30 minut do lodówki.

W woku lub na patelni rozgrzać 1,5 łyżki oliwy. Wrzucić zamarynowane mięso i smażyć na dosyć mocnym ogniu, często potrząsając patelnią, na złoty kolor.

Tuż przed rozpoczęciem smażenia mięsa zacząć gotować makaron. Powinien być ugotowany al dente. Odcedzić, zachowując 4 łyżki wody z gotowania.
Odcedzony makaron przełożyć z powrotem do garnka, dodać do niego pesto z rukoli i roszponki oraz wodę z gotowania, wszystko dokładnie wymieszać, po czym przełożyć do woka lub na patelnię z podsmażonym mięsem. Wymieszać, zdjąć z ognia.

Makaron podawać od razu, posypany świeżo startym serem pecorino, udekorowany listkami rukoli i/lub roszponki.

SMACZNEGO!

mak5

Opublikowano Dania mięsne, Makarony i kluski, Mięso drobiowe, Obiady i kolacje, Wytrawne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 5 komentarzy

Chałwowa jaglanka z płatków jaglanych z wiśniami i żurawiną

jagl3

jagl6

jagl4

„Gdzie ten zwierzak ma mieszkanie?
Pod korzeniem ma swój domek.
A co zjada na śniadanie?
Jeden liść i pięć poziomek.

A czy nie chciałby zjeść chałwy? Jeśli mu się ją przyniesie?
Jadać ją codziennie chciałby, lecz nie rośnie chałwa w lesie.”

(„Denerwujek” J. Ficowski)

Mogłabym przybić piątkę z kosmatym Denerwujkiem, poczciwym skrzatem z wiersza Jerzego Ficowskiego. Chałwę zawsze, wszędzie i w niezbyt zdrowych ilościach.

Moje dzieciństwo ma smak chałwy. Dobrej chałwy. Takiej bez syropu glukozowego i oleju palmowego (tej w sklepach pod dostatkiem). Moje dzieciństwo to chałwa ukraińska, słonecznikowa. Ta o niezbyt ładnym kolorze, ale pięknym zapachu i wyjątkowym smaku. Czasami robię ją sama, czasami udaje mi się ją kupić na targu. Za tę chałwę dałabym się pokroić.

Jej smak przypomina mi czasy, kiedy co tydzień mieliśmy w domu gości z Ukrainy. Rodzina bliska, dalsza, znajomi. Przywozili nam zabawki, niejadalną czekoladę, pachnącą (i zapewne smakującą) towotem kawę, paskudne choinkowe światełka, pyszny pasztet w słoikach oraz tę najlepszą pod słońcem słonecznikową chałwę. Dom pękał w szwach, spało się na podłodze, ale radosna atmosfera, jaka wytwarzała się podczas tych polsko-ukraińskich spotkań, wynagradzała wszelkie niedogodności.

I tak od Denerwujka, poprzez odwiedziny cioci Lesi, Sławki i wujka Ihora, dotarłam do pewnej pysznej propozycji śniadaniowej. Chałwa mi!

Mam dla Was jaglankę. Tym razem nie z kaszy, a z płatków jaglanych, których paczuszkę odkryłam w kuchennej szufladzie. Dodałam do niej odrobinę domowej tahiny oraz kawałki chałwy. Podałam ją z ciepłymi owocami: żurawiną i wiśniami. Gorąco polecam!

jagl7

jagl5

jagl8

SKŁADNIKI NA 2 PORCJE:
Jaglanka:

  • 500 ml mleka (można użyć roślinnego niesłodzonego)
  • 6 łyżek płatków jaglanych, błyskawicznych
  • 1,5 łyżeczki pasty tahini
  • 25-30 g chałwy słonecznikowej lub sezamowej

Owoce:

  • 120 g mrożonych wiśni (w sezonie świeżych; bez pestek)
  • 100 g świeżej żurawiny (poza sezonem mrożonej)
  • 1 łyżeczka płynnego miodu
  • 1 łyżka soku z cytryny

Dodatkowo:

  • 10-15 g chałwy słonecznikowej lub sezamowej, do podania

WYKONANIE:
Owoce:
Świeżą żurawinę umyć i osuszyć. Umieścić w rondelku o grubym dnie wraz z wiśniami, miodem i sokiem z cytryny. Wymieszać. Postawić na średnim ogniu i gotować około 10 minut, od czasu do czasu mieszając. Wiśnie muszą się rozmrozić i podgrzać, żurawina popękać i zmięknąć, a większość wody odparować.

Jaglanka:
Mleko wlać do rondla o grubym dnie i zagotować. Do wrzącego mleka wsypać powoli płatki jaglane, wymieszać i gotować na średnim ogniu około 10-15 minut, często mieszając, aż jaglanka mocno zgęstnieje.
Zdjąć z ognia, dodać pastę tahini, wymieszać. Chałwę pokruszyć, dodać do jaglanki, wymieszać.

Nakładać do miseczek. Podawać z ciepłymi owocami i pokruszoną chałwą.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Śniadania i podwieczorki | Otagowano , , , , , , , , | 9 komentarzy

Domowa pasta tahini (tahina)

tah11

tah

Tahini, inaczej tahinę, czyli pastę z łuskanych bądź niełuskanych nasion sezamu, można kupić w dużych hipermarketach, delikatesach czy sklepach z arabską i orientalną żywnością. Można ją również bardzo łatwo przygotować w domu. Wystarczy mieć gdzieś w szafce paczuszkę sezamu, olej oraz blender lub malakser.

Ja zrobiłam ostatnio pastę z białego sezamu. Odrobinę dodałam do chałwowej jaglanki, część przewidziana jest do sernika, a reszta wyląduje zapewne w lodach.

tah33

tah44

SKŁADNIKI NA OK. 125 ml:

  • 1 szklanka białego sezamu
  • 2 łyżki oleju z pestek winogron, opcjonalnie
  • sól, opcjonalnie

WYKONANIE:
Na rozgrzaną suchą patelnię wsypać 1/3 szklanki sezamu. Prażyć na wolnym ogniu przez około 5 minut, często potrząsając patelnią. Nasiona powinny zacząć wydzielać intensywny zapach i lekko się zrumienić, ale nie przypalić. Podprażony sezam przesypać na talerz (uwaga, będzie bardzo gorący). Z resztą nasion postąpić tak samo. Sezam całkowicie wystudzić.

(Nasiona można także prażyć w piekarniku. Sezam wysypać na wyłożoną papierem do pieczenia dużą blachę. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 185°C na 5 minut. W trakcie prażenia sezam przemieszać dwa razy drewnianą łyżką. Nasiona przesypać na talerz i całkowicie wystudzić.)

Do misy blendera lub malaksera wsypać wystudzony sezam i miksować na najwyższych obrotach przez 2-3 minuty, aż nasiona utworzą gęstą pastę. Wlać olej i miksować 2-3 minuty. Pasta powinna być gładka, niezbyt gęsta. W trakcie miksowania należy ściągać sezam z brzegów misy blendera lub malaksera (szpatułką lub drewnianą łyżką). Jeżeli pasta wyda Wam się zbyt gęsta, możecie dolać do niej jeszcze odrobinę oleju.

Tahini można przygotować także bez dodatku oleju, ale trwa to dłużej i może być ona znacznie gęstsza niż ta z olejem.
Do misy blendera lub malaksera wsypać wystudzony sezam i miksować na najwyższych obrotach przez 10-20 minut, aż nasiona sezamu zaczną wydzielać olej i utworzą gładką pastę. W trakcie miksowania należy ściągać sezam z brzegów misy blendera lub malaksera.

Gotową pastę można lekko posolić.

Tahini przelać do słoiczka. Przechowywać w lodówce przez 30-40 dni.
(W trakcie przechowywania olej może oddzielić się od miazgi sezamowej. Wtedy wystarczy całość dokładnie wymieszać.)

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Bezmleczne, Kuchnia świata, Pasty i "smarowidła" wytrawne, Wytrawne | Otagowano , , | 4 komentarze