Torcik bezowy z kremem cytrynowym (lemon curd), kremem śmietankowym i owocami

Śnieżnobiała i niemożliwie słodka.
Krucha na zewnątrz i puszyście piankowa wewnątrz.
Dostojna Pavlova, skrojona na kształt spódniczki primabaleriny.
Wysoki do nieba tort, złożony z kilku blatów i aksamitnych kremów.
Rolada, skrywająca w swym wnętrzu maliny i bitą śmietanę.
Wiele twarzy ma królowa beza. A wszystkie niebywale piękne.

Ja mam dziś dla Was torcik. Dwa bezowe blaty, kwaśny lemon curd, przełamujący ich słodycz, puszysty krem śmietankowy i owoce.
Powiadam Wam: grzechu warte. Niejednego!

SKŁADNIKI:

Na bezę:

  • 8 białek z dużych jaj, bardzo dokładnie oddzielonych od żółtek
  • 400 g drobnego cukru
  • 2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej
  • 1,5 łyżeczki octu z białego wina
  • szczypta soli

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Na lemon curd, czyli orzeźwiający krem cytrynowy:

  • 250 ml soku z cytryny
  • skórka otarta z jednej dużej cytryny (lub dwóch mniejszych), dokładnie umytej i wyszorowanej
  • 1/3 szklanki cukru
  • 3 żółtka
  • 2 duże jaja
  • 110 g masła

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Na krem śmietankowy:

  • 250 g serka mascarpone, bardzo mocno schłodzonego
  • 500 ml śmietanki kremówki 30% lub 36%, bardzo mocno schłodzonej
  • 6-7 łyżek słodzonego mleka skondensowanego, zimnego
  • 4 łyżki czystej wódki (można pominąć)

Dodatkowo, opcjonalnie:

  • do wyboru: truskawki, borówki, maliny, jeżyny; do dekoracji tortu
  • listki mięty, do przybrania

WYKONANIE:
Beza (najlepiej robić ją dzień przed składaniem toru, wieczorem):
Do czystej, suchej (to ważne, każda kropla wody czy tłuszczu obróci wniwecz próby dokładnego ubicia białek), dużej miski wlać białka. Białka muszą być bardzo dokładnie(!) oddzielone od żółtek. Nawet odrobina żółtka sprawi, że piana się nie ubije.
Dodać szczyptę soli i ubić białka na sztywną pianę. Ciągle ubijając, dodawać stopniowo, po jednej łyżce, cukier. Ubijać, aż masa stanie się bardzo gęsta i lśniąca. Dodać ocet winny oraz skrobię i na wolnych obrotach zmiksować do połączenia.

Przygotować dwie blachy i wyłożyć je papierem do pieczenia. Na każdym arkuszu papieru narysować okrąg o średnicy 22 cm (lub jeden 22 cm, drugi 21 cm; najlepiej odrysować kształt od talerza). Na narysowane okręgi wyłożyć łyżką po połowie ubitych białek. Szybkimi ruchami uformować szpatułką boki białkowej masy. Wierzchy wyrównać.

Obie blachy wstawić do nagrzanego do 145°C piekarnika (z termoobiegiem), jedna pod drugą. Piec przez 5 minut, natychmiast obniżyć temperaturę do 90-100°C i piec przez ok. 2,5 godziny. W połowie czasu pieczenia można zamienić blachy miejscami. Blaty powinny być wypieczone, chrupkie z zewnątrz i wypełnione pianką w środku.
Wyłączyć piekarnik i pozostawić w nim bezy do wystygnięcia, najlepiej na całą noc (po godzinie można lekko uchylić drzwiczki piekarnika).

Od wystudzonych blatów ostrożnie (beza jest krucha) odkleić papier do pieczenia. Blaty należy przechowywać na dużych płaskich talerzach w temperaturze pokojowej, przykryte papierem do pieczenia lub śniadaniowym.

Lemon curd, czyli orzeźwiający krem cytrynowy (najlepiej przygotować go 1-2 dni wcześniej):
Żółtka i jaja bardzo dokładnie roztrzepać.
Masło roztopić w rondelku. Wsypać cukier i, mieszając, podgrzewać na małym ogniu do połączenia. Dodać sok i skórkę cytrynową oraz roztrzepane jaja i ciągle mieszając, najlepiej za pomocą trzepaczki do sosów lub rózgi kuchennej, doprowadzić do zagotowania. Gotować przez 2-3 minuty na małym ogniu, ciągle mieszając. Krem powinien zgęstnieć.
Zdjąć z ognia. Ciepły krem można przetrzeć przez sito – będzie miał wtedy bardzo aksamitną, gładką konsystencję i na pewno nie będzie w nim żadnych grudek.
Wystudzić, przykryć lub przełożyć do słoika i schłodzić w lodówce. W trakcie chłodzenia krem gęstnieje.

Krem śmietankowy (przygotować bezpośrednio przed składaniem tortu):
Zimny serek mascarpone przełożyć do dużej miski. Dodać zimną śmietankę kremówkę i ubić na gęsty krem, uważając, aby go nie przebić, bo powstanie „masło”. Dodać mleko skondensowane oraz wódkę i zmiksować na wolnych obrotach, tylko do połączenia składników.

Składanie tortu:
Na paterze lub dużym płaskim talerzu ostrożnie położyć pierwszy z bezowych blatów (jeżeli któryś jest większy, idzie na spód). Na bezę ostrożnie wyłożyć połowę kremu cytrynowego, rozsmarować. Na lemon curd wyłożyć połowę kremu śmietankowego, delikatnie wyrównać i przykryć go drugim z bezowych blatów.
Wierzchni blat posmarować drugą połową kremu cytrynowego. Przykryć go resztą kremu śmietankowego.
Torcik można udekorować owocami i listkami mięty.
Kroić długim nożem z piłką. Podawać od razu.

Resztę tortu przechowywać w lodówce, pamiętając o tym, że beza jest deserem nietrwałym. Chłonie wilgoć nie tylko z kremu, ale i z lodówki i powoli traci swoją chrupkość (po prostu cukier się rozpuszcza). Dlatego wszelkie torty bezowe należy składać bezpośrednio przed podaniem, a w lodówce najlepiej przechowywać je nie dłużej niż 24 godziny.

SMACZNEGO!

Reklamy
Opublikowano Bezglutenowe, Bezy, beziki i ciasta bezowe, Ciasta i ciastka z kremem, Ciasta i ciastka z owocami, Desery, Wykorzystanie białek | Otagowano , , , , , , , , , , | 4 Komentarze

Lemon curd, czyli orzeźwiający krem cytrynowy

Jeżeli wraz z początkiem wiosny nachodzi Was ochota na coś mocno orzeźwiającego, szukacie pomysłu na kwaśny krem do tortu bezowego czy smarowidło do naleśników lub tostów, lemon curd będzie strzałem w dziesiątkę!

Ja w tym aksamitnym cytrynowym kremie jestem zakochana. Wyjadam go łyżką prosto z garnka, więc bywa czasami tak, że robię porcyjkę z myślą o jutrzejszej bezie, ale krem jutra nie doczeka…
Drobna uwaga na koniec: ja przygotowuję mocno kwaśny lemon curd, z niewielką ilością cukru. Jeżeli chcielibyście, aby krem wyszedł słodko-kwaśny, ilość cukru należy podwoić (co zaznaczam w przepisie).

SKŁADNIKI NA OK. 550 ml KREMU:

  • 250 ml soku z cytryny
  • skórka otarta z jednej dużej cytryny (lub dwóch mniejszych), dokładnie umytej i wyszorowanej
  • 1/3 szklanki cukru (lub 2/3 jeżeli chcecie otrzymać słodko-kwaśny krem;  ja wolę go w wersji mocno kwaśnej)
  • 3 żółtka
  • 2 duże jaja
  • 110 g masła

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

WYKONANIE:
Żółtka i jaja bardzo dokładnie roztrzepać.
Masło roztopić w rondelku. Wsypać cukier i, mieszając, podgrzewać na małym ogniu do połączenia. Dodać sok i skórkę cytrynową oraz roztrzepane jaja i ciągle mieszając, najlepiej za pomocą trzepaczki do sosów lub rózgi kuchennej, doprowadzić do zagotowania. Gotować przez 2-3 minuty na małym ogniu, ciągle mieszając. Krem powinien zgęstnieć.
Zdjąć z ognia. Ciepły krem można przetrzeć przez sito – będzie miał wtedy bardzo aksamitną, gładką konsystencję i na pewno nie będzie w nim żadnych grudek.
Krem można podawać od razu, na ciepło, np. jako dodatek do tostów.
Jeżeli chcecie wykorzystać lemon curd jako krem do ciast, tortów bezowych, Pavlovej itp. lub jako dodatek do zimnych deserów, należy go wcześniej wystudzić i schłodzić w lodówce. W trakcie chłodzenia krem gęstnieje.

Można przechowywać w lodówce do siedmiu dni, najlepiej w zakręconym słoiczku.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Desery, Kremy budyniowe, maślane i śmietanowe oraz budynie, puddingi i kisiele, Pasty i "smarowidła" słodkie, Sosy słodkie | Otagowano , , | 5 Komentarzy

Bajgiel z sadzonym jajkiem, świeżym kozim serem i szynką

„Papulate” kanapki, wypchane po brzegi dobrami tego świata, uwielbiam. Niejednokrotnie już zresztą o tym pisałam. Ostatnio upodobałam sobie bajgle.
Tnę takiego świeżego, chrupiącego i pachnącego delikwenta na pół, wkładam do niego połowę zawartości lodówki, a kiedy osiągnie już wysokość dwupiętrowego budynku, tak w przybliżeniu, przez kilka minut wiszę nad nim i się zastanawiam, jak go zjeść. I gdzie…  Czy konsumpcja nad zlewem to dobry pomysł? A może od razu ruszyć z tym w kierunku wanny?
W którą stronę bym się z nim nie udała, zawsze jest pysznie!

SKŁADNIKI DLA 2 OSÓB:

  • 2 bajgle
  • 2 duże jaja
  • 4-6 plastrów szynki
  • 6-8 rzodkiewek
  • 1 średni ogórek
  • kilka liści ulubionej sałaty (u mnie masłowa)
  • świeży kozi ser (rolada lub twarożek)
  • pół pęczka szczypiorku
  • sól morska, pieprz
  • 1,5 łyżki oleju rzepakowego lub 1 łyżka klarowanego masła, do smażenia jajek

WYKONANIE:
Warzywa umyć i osuszyć.
Ogórek obrać i pokroić w plastry.
Rzodkiewkę pokroić w plasterki.
Szczypiorek posiekać.

Bajgle przekroić na połówki (góra-dół). Spody posmarować obficie kozim serkiem. Na serze ułożyć kilka liści sałaty, po 2-3 plastry szynki oraz plasterki ogórka i rzodkiewki.

Na patelni rozgrzać olej rzepakowy lub masło klarowane. Ostrożnie wbić jajka, uważając, aby żółtko się nie rozlało. Jajka oprószyć solą oraz świeżo zmielonym pieprzem i smażyć na małym lub średnim ogniu do czasu, aż białko całkowicie się zetnie. Żółtko powinno pozostać płynne, powinno tylko lekko zgęstnieć*.

Gotowe jajka ostrożnie zdjąć z patelni i położyć na przygotowanych wcześniej spodach bajgli. Posypać dużą ilością szczypiorku. Przykryć wierzchami bajgli.
Kanapki podawać od razu.

SMACZNEGO!

* Jeżeli wolicie mocniej ścięte żółtko, na końcową minutę smażenia przykryjcie patelnię pokrywką.

Opublikowano Bułki i bułeczki wytrawne, Dania mięsne, Kanapki, Mięso wieprzowe, Przystawki i przekąski, Wytrawne, Śniadania i podwieczorki | Otagowano , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Gnocchi z miruną i cukinią w śmietanowym sosie curry

Przyznaję, nachodzi mnie czasami ochota na danie, po przyrządzeniu którego moja kuchnia wygląda jak po nalocie dywanowym, jednak na co dzień nic nie cieszy mnie bardziej, niż pyszny obiad w 10 minut, po którym nie muszę zmywać naczyń godzinami. Jak możecie się więc domyślić, dania jednogarnkowe święcą u mnie tryumfy.

Ostatnio moje lenistwo sięgnęło zenitu i nie chciało mi się nawet brudzić dodatkowego gara na podgotowanie kupnych gnocchi. A zamarzyły mi się w sosie śmietanowym… Uprościłam zatem sprawę i ugotowałam kluski w śmietanie. Do tego miruna, cukinia i curry. Pysznie, powiadam Wam!

SKŁADNIKI NA 4-6 PORCJI:

  • 500-600 g świeżych (niemrożonych) gnocchi; najlepsze będą oczywiście domowe, ale w sklepach też znajdziecie bardzo dobre kluski
  • 350 g polędwiczek lub filetów z miruny, bez skóry
  • 400 g śmietany 18%
  • 1 mała cukinia
  • 3 cebulki dymki ze szczypiorem
  • 2,5 łyżki tajskiej czerwonej pasty curry
  • 2 łyżki klarowanego masła lub oleju rzepakowego
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego
  • 1 łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
  • mały pęczek natki pietruszki
  • sól, opcjonalnie

Dodatkowo:

  • 3-4 suszone czerwone papryczki chili, do podania

WYKONANIE:
Rybę umyć pod zimną bieżącą wodą, dokładnie osuszyć i pokroić na mniejsze kawałki (mniej więcej 4×3 cm). Przełożyć do miseczki i delikatnie wymieszać z sosem sojowym. Odstawić na 10 minut.

W tym czasie umyć i osuszyć cukinię, natkę i dymkę.

Białe części dymki oddzielić od szczypioru i pokroić w talarki.
Natkę pietruszki oraz szczypior posiekać. Odjąć po 2 łyżki i odłożyć na później, do dekoracji dania.
Cukinię przekroić wzdłuż na pół. Każdą część przekroić jeszcze raz wzdłuż na pół i pokroić w cienkie plasterki.

Śmietanę dokładnie wymieszać z pastą curry i kuminem.

W dużej głębokiej patelni rozgrzać klarowane masło lub olej. Wrzucić gnocchi i obsmażyć je na złoty kolor. Dodać pokrojone białe części dymki oraz cukinię, wymieszać i smażyć przez 2 minuty, często mieszając. Patelnię zdjąć z ognia, do klusek z warzywami wlać śmietanę z curry, dokładnie wymieszać, po czym patelnię ponownie postawić na ogniu i doprowadzić sos do wrzenia. Dołożyć kawałki miruny i gotować przez 3 minuty. Rybę ostrożnie przewrócić na drugą stronę, dodać natkę pietruszki oraz szczypior i gotować przez kolejne 3 minuty. Ryba powinna zacząć się rozpadać.
W razie potrzeby doprawić solą.

Podawać od razu po zdjęciu z ognia. Dekorować natką, szczypiorem i rozkruszoną suszoną papryczką chili.

SMACZNEGO!

Opublikowano Dania rybne, Gulasze i inne dania jednogarnkowe, Makarony i kluski, Obiady i kolacje, Ryby i owoce morza, Wytrawne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Orzechowa polędwiczka wieprzowa z sosem jabłkowym i pieczonymi ziemniakami

Przez dwa miesiące zastanawiałam się, czy nie zwinąć blogowego majdanu. W grudniu przygotowałam nawet pożegnalny wpis, ale obiecałam sobie, że z jego publikacją wstrzymam się do stycznia.

Od samego początku istnienia tego miejsca w sieci, publikowanie nowych wpisów i przepisów uzależnione było tylko i wyłącznie od posiadania przeze mnie wolnego czasu i chęci. Żadne rzucanie lubianej pracy, zarabianie w wirtualnej rzeczywistości i przeistoczenie się w jednoosobową fabrykę, wypuszczającą w świat po 10 przepisów tygodniowo, nie wchodziło w grę. Znalazłam hobby, które dawało mi furę radości i satysfakcji. Po prostu.
Gotować kocham, odkąd Mama pozwoliła mi samodzielnie przygotować kaszkę dla mojej młodszej siostry, więc nie tylko to było powodem ekscytacji. Ogromnie cieszyło mnie dzielenie się z Wami tym, co udało mi się w kuchni stworzyć. Oczy mi się świeciły, kiedy czytałam w drodze z pracy, że któryś z przepisów wypróbowaliście, że smakowało, że Was czymś rozbawiłam. Do tego dochodziła frajda, jaką sprawiały mi zmagania z aparatem i robienie zdjęć. Droga, jaką przeszłam od paskudnych fotografii pączka, którego tłem była nie mniej paskudna firanka, poprzez etap, kiedy wydawało mi się, że im na zdjęciu więcej, tym lepiej, po teraźniejsze umiłowanie minimalizmu, głębokiego kontrastu i ciemnych barw, była kręta i wyboista. A do zadowolenia jeszcze daleko…

Wolnego czasu miałam jednak coraz mniej, a jeśli nawet się trafił, to siedzenie przed komputerem było ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę. Gotowanie ciągle sprawiało mi radość, ale bieganie z aparatem wokół talerza już niekoniecznie. Wszystko to sprawiło, że w ubiegłym roku przerwy między kolejnymi wpisami sięgały miesiąca, a po opublikowaniu listopadowego curry i ciągłym odwlekaniu zamieszczenia kolejnego wpisu, zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy trwanie tu na siłę ma jakikolwiek sens.

Pod koniec listopada stwierdziłam, że usunę Skumbrie jednym kliknięciem. Zapewne nawet nikt by nie zauważył, że zniknęłam na dobre. Nigellą przecież nie jestem, a w internecie istnieje tyle ciekawych kulinarnie miejsc. Wstrzymałam się jednak.
W grudniu doszłam do wniosku, że parę słów na pożegnanie napisać należy. Że muszę podziękować tym, którzy mnie tutaj odwiedzali, wspierali i doceniali to, co robię. Dzięki którym nie raz, nie dwa śmiałam się od ucha do ucha. Napisałam więc dziękczynno-pożegnalną perorę, która na blogu miała pojawić się przed świętami. Mąż namówił mnie jednak, abym z publikacją tekstu jeszcze poczekała. Do stycznia. Może mi się odmieni, może znowu mi się zachce…

Dziś za tę namowę jestem mu wdzięczna.

Zostaję.

A w ramach rekompensaty za bardzo długie milczenie, oddaję w Wasze ręce przepis na obiad „na wypasie”. Kosztujcie!

SKŁADNIKI NA 2-3 PORCJE:

Mięso:

  • 1 mała polędwiczka wieprzowa (waga ok. 300 g)
  • sól

Marynata do mięsa*:

  • 1 kopiata łyżka masła orzechowego
  • 4-5 łyżek oliwy
  • 2 kopiate łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/4 papryczki habanero
  • 1/2 łyżki płynnego miodu
  • sok z 1/4 cytryny
  • skórka otarta z 1/4 cytryny, wcześniej sparzonej i wyszorowanej
  • pieprz

Sos jabłkowy:

  • 2 kwaśne jabłka, najlepiej odmiany Szara Reneta
  • 6 łyżek soku jabłkowego 100%
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1/2 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • sok z 1/2 cytryny
  • skórka otarta z 1/2 cytryny, wcześniej sparzonej i wyszorowanej
  • 100 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę
  • sól, pieprz

Ziemniaki:

  • 3-4 duże ziemniaki (lub 6-8 małych)
  • 4 łyżki oleju rzepakowego lub oliwy
  • 2 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • 1/4 łyżeczki mielonego pieprzu
  • sól morska gruboziarnista

Dodatkowo:

  • natka pietruszki lub gałązka rozmarynu, do dekoracji dania

WYKONANIE:
Marynowanie mięsa:
Mięso umyć pod zimną bieżącą wodą, osuszyć, dokładnie oczyścić z błon i natrzeć obficie solą.

Papryczkę habanero drobno posiekać.
Czosnek obrać i przecisnąć przez praskę.
Masło orzechowe rozmieszać dokładnie z oliwą. Dodać pozostałe składniki marynaty, wymieszać. Doprawić pieprzem.

Polędwiczkę włożyć do naczynia z marynatą, dokładnie ją w niej obtoczyć, naczynie z mięsem przykryć i wstawić na noc do lodówki (maksymalnie na 24 godziny).

Zamarynowane mięso wyjąć z lodówki i zostawić na 1,5 godziny w temperaturze pokojowej.

Pieczenie mięsa:
Ogrzaną do temperatury pokojowej polędwiczkę przełożyć do naczynia żaroodpornego lub na wyłożoną pergaminem blachę. Wierzch mięsa posmarować marynatą, która została w naczyniu.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200°C i piec bez przykrycia przez 18 minut. Po wyjęciu z piekarnika polędwiczkę przykryć szczelnie folią aluminiową i odstawić na 6 minut.

Gotową polędwiczkę kroić na plastry. Podawać od razu z pieczonymi ziemniakami i gorącym sosem jabłkowym. Dekorować natką pietruszki lub rozmarynem.

Ziemniaki:
Ziemniaki bardzo dokładnie umyć i wyszorować pod bieżącą wodą. Nie obierać, mniejsze pokroić na ćwiartki, większe na ósemki.

W dużej misce połączyć olej lub oliwę, rozmaryn i pieprz. Wrzucić pokrojone ziemniaki i wymieszać. Ziemniaki muszą być dokładnie pokryte oliwą z ziołami.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Rozłożyć na niej ziemniaki, w jednej warstwie, skórką do dołu. Oprószyć gruboziarnistą solą morską.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200°C i piec przez 30 minut.
Podawać od razu.

Sos jabłkowy:
Jabłka obrać i pokroić w drobną kostkę. Przełożyć je do rondla z grubym dnem. Dodać sok i skórkę z cytryny, 3 łyżki soku jabłkowego oraz rozmaryn, wymieszać i gotować do czasu, aż jabłka całkowicie się rozpadną. Dodać miód i resztę soku jabłkowego i gotować jeszcze przez 3-4 minuty, często mieszając.
Dodać pokrojone w kostkę zimne masło. Mieszać do czasu, aż masło się rozpuści. Zdjąć z ognia. Doprawić solą i pieprzem. Sos można dodatkowo zblendować, ja tego nie robię.
Podawać od razu, np. jako dodatek do ciepłych mięs.

* Przepis na marynatę inspirowany recepturą Karola Okrasy.

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Bezmleczne, Boże Narodzenie, Dania mięsne, Mięso wieprzowe, Obiady i kolacje, Wytrawne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 14 Komentarzy

Kokosowe curry z dorszem, fasolką szparagową i pomidorkami

W curry zakochana jestem bez pamięci. Możliwość żonglowania przyprawami, ostrością i składnikami, wydobywa ze mnie pokłady kreatywności. Ulatniające się z garnka aromaty, przyjemnie łechcą nozdrza, a każdy kęs rozgrzewa i daje podniebieniu chwile niezapomnianej smakowej przyjemności. Przy takim curry to i o wycieczce do Tajlandii pomarzyć można, i o wędrówkach po Bombaju…

Ostatnimi czasy upodobałam sobie curry rybne. Najczęściej wybieram do niego mojego ulubionego dorsza.
Na blogu pojawiły się do tej pory dwa przepisy na curry z dorszem: zielone z ziemniakami i groszkiem cukrowym oraz czerwone z natką pietruszki. Dzisiaj na stół wjechało kolejne – kokosowe z fasolką szparagową i pomidorkami.

Polecam!

SKŁADNIKI NA 6 PORCJI:

  • 400 g polędwiczek lub filetów z dorsza, bez skóry
  • 350 g większych pomidorków koktajlowych
  • 300 g fasolki szparagowej, żółtej lub zielonej, świeżej lub mrożonej
  • 550 ml mleczka kokosowego (lub 400 ml mleczka kokosowego i 150 ml śmietanki kokosowej)
  • 100 ml zimnej wody
  • 1 i 1/4 łyżki mąki pszennej lub skrobi kukurydzianej
  • 1 czerwona papryczka chili
  • 1 łyżka klarowanego masła
  • duży pęczek natki pietruszki
  • sól

Na pastę curry:

  • 5 małych suszonych papryczek chili
  • 3 drobne cebulki dymki ze szczypiorem
  • 3 duże ząbki czosnku
  • 1 łodyżka trawy cytrynowej
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 kopiata łyżka startego imbiru
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżka sosu rybnego
  • 1 łyżka oleju z pestek winogron lub oliwy
  • 1 łyżeczka nasion białej/żółtej gorczycy
  • 1 łyżeczka nasion kolendry
  • 1 łyżeczka nasion kuminu (kminu rzymskiego)
  • 1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej
  • sok i skórka otarta z jednej limonki

Dodatkowo:

  • ugotowany na sypko ryż basmati, do podania

WYKONANIE:
Pasta curry:
Suszone papryczki połamać na mniejsze kawałki.
Trawę cytrynową umyć, osuszyć, odciąć zdrewniałe końcówki, usunąć twarde wierzchnie warstwy, rozbić lekko trzonkiem noża i drobno posiekać.
Dymkę umyć, osuszyć, pokroić na mniejsze kawałki.
Czosnek obrać.

Nasiona gorczycy, kolendry, kuminu i czarnego pieprzu wsypać na rozgrzaną patelnię i prażyć przez 2 minuty. Powinny zacząć intensywnie pachnieć, ale nie mogą się przypalić. Przesypać do miseczki, chwilę przestudzić. Warto je rozetrzeć w moździerzu, ale nie jest to konieczne.

W malakserze umieścić podprażone nasiona wraz z resztą składników. Zmiksować na gładką pastę. Odstawić.

Curry:
Rybę umyć pod zimną bieżącą wodą, dokładnie osuszyć i pokroić na mniejsze kawałki (mniej więcej 4×3 cm).

Papryczkę chili umyć, osuszyć i pokroić w krążki lub w kostkę.
Pomidorki umyć, osuszyć i przekroić na pół.
Świeżą fasolkę szparagową obrać, umyć i osuszyć. Strączki można przekroić na pół. Mrożonej fasolki nie rozmrażać.
Natkę pietruszki umyć, osuszyć i posiekać. Odjąć 2 łyżki i odłożyć na później, do dekoracji dania.

Mąkę lub skrobię dokładnie rozmieszać w zimnej wodzie (nie może być grudek). Bezpośrednio przed wlaniem mieszanki do sosu należy ją ponownie dokładnie zamieszać.

W szerokim garnku o grubym dnie lub na dużej i głębokiej patelni rozgrzać klarowane masło. Dodać przygotowaną wcześniej pastę curry, dokładnie wymieszać i smażyć przez 2 minuty.
Wlać mleczko kokosowe (lub mleczko i śmietankę), dokładnie połączyć i doprowadzić do wrzenia. Do gotującego się mleczka wrzucić świeżą lub mrożoną fasolkę, wymieszać, ponownie doprowadzić do wrzenia i gotować przez 2-3 minuty. Dołożyć kawałki ryby, chili oraz pomidorki i gotować przez 3 minuty. Rybę ostrożnie przewrócić na drugą stronę, dodać natkę pietruszki, wlać wodę z mąką i od razu dokładnie wymieszać, uważając, aby kawałki ryby się nie rozpadły. Gotować przez 2-3 minuty.
Sos powinien lekko zgęstnieć. W razie potrzeby doprawić solą.

Podawać z gorącym ryżem basmati, od razu po zdjęciu z ognia. Dekorować odłożoną wcześniej natką pietruszki.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Bezmleczne, Dania rybne, Gulasze i inne dania jednogarnkowe, Kasza i ryż, Obiady i kolacje, Ryby i owoce morza, Wytrawne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 4 Komentarze

Ciepła ciabatta z kozim serem, pieczonym kurczakiem, pieczonym burakiem i sosem majonezowym

Kto jada kanapki, ten piękny i gładki!
Lubię to powtarzać do znudzenia, chcąc tym samym usprawiedliwić nieco moje kanapkowe obżarstwo.
W czasach szkolnych, dawno to było temu, jadłam na okrągło trzy, cztery rodzaje kanapek:

  • pieczywo-masło-pomidor lub ogórek kiszony,
  • pieczywo-masło-żółty ser-pomidor (jak mnie poniosło, to dorzucałam sałatę i szczypiorek),
  • pieczywo-smalec-czosnek bądź cebula (tak, tak, uwielbiam do tej pory) lub ogórek kiszony,
  • pieczywo-biały ser z rzodkiewką i szczypiorkiem,
  • jako bonus rzecz zupełnie wykwintna, czyli chleb ze śmietaną i cukrem.

To był mój „kanon kanapkowych lektur”. Nie ciągnęło mnie do poszerzania horyzontów w tym temacie. Owszem, czasami dorzuciłam jakieś gotowane jajko albo chudą szynkę, ale fantazji w tym nawet za grosz nie było.

Natomiast obecnie… Obecnie to ja się kanapkami bawię. Owszem, kanon pozostał kanonem, ale już mnie nie ogranicza. Tu hummus, tam pesto, tu sardynki, tam figi, tu kapary, tam awokado… Kombinacji bez liku. A wszystko takie pyszne!

SKŁADNIKI DLA 2-4 OSÓB:

WYKONANIE:
Buraka dokładnie umyć pod ciepłą bieżącą wodą, wyszorować, osuszyć. Owinąć szczelnie folią aluminiową, włożyć do piekarnika nagrzanego do 200°C i piec przez 50-60 minut.
Upieczonego buraka ostrożnie odwinąć z folii, przestudzić, obrać i pokroić w plastry.

Majonez wymieszać z sosem porzeczkowo-jeżynowym. Odstawić.

Na dnie piekarnika postawić żaroodporną miseczkę z gorącą wodą. Piekarnik nagrzać do 200°C.
Bułki przekroić wzdłuż na pół. Każdą połówkę skropić oliwą, przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, wstawić do piekarnika i piec przez 5 minut.

Podpieczone ciabatty ostrożnie wyjąć z piekarnika. Spody bułek posmarować grubo kozim serem, ułożyć na nich liście sałaty, plastry pieczonego buraka oraz kawałki pieczonego kurczaka. Całość posmarować obficie sosem majonezowym. Przykryć wierzchami bułek. Delikatnie docisnąć.
Kanapki można przekroić na pół. Podawać od razu.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezjajeczne, Bułki i bułeczki wytrawne, Dania mięsne, Kanapki, Mięso drobiowe, Pieczywo, Przystawki i przekąski, Śniadania i podwieczorki | Otagowano , , , , , , , | 4 Komentarze

Kremowy sernik z marakują i Advocaatem

Praca, nauka i zmiana pogody tak strasznie mnie przygniotły, że sił ledwo mi starcza na zwleczenie się rano z łóżka. Nie znoszę okresu przejściowego między złotą a szarą polską jesienią! Na dodatek w weekend zmiana czasu… Jak już się przyzwyczaję do egipskich ciemności o czwartej po południu, do deszczu, pizgawicy i brei, to znowu będzie dobrze. Znowu energia będzie mnie roznosić.

Na blogu cisza, choć folder ze szkicami pęka w szwach. Brakuje mi czasu, brakuje mi sił i chęci, aby wygrzebywać z niego przepisy, które już dawno powinny tutaj trafić. O wklepywaniu literek i ślęczeniu przed monitorem nie ma w ogóle sensu wspominać. Ten pyszny kremowy sernik z marakują i Advocaatem piekłam ponad dwa tygodnie temu, z okazji imienin męża. Przepis miał tutaj trafić od razu…

Trafia dzisiaj. Dałam radę. Brawo ja!
Bardzo gorąco Wam go polecam. Jest przepyszny!

SKŁADNIKI:

Spód:

  • 230 g klasycznych ciastek Oreo bez nadzienia (nadzienie należy usunąć przed ważeniem*) lub innych mocno kakaowych ciastek bez nadzienia
  • 45 g roztopionego masła, ciepłego

Masa serowa:

  • 500 g tłustego lub półtłustego twarogu, zmielonego trzykrotnie
  • 500 g sera ricotta
  • 130 g cukru pudru
  • 150 ml Advocaatu
  • 3 duże jaja
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 1 łyżka skrobi ziemniaczanej
  • ziarenka z jednej laski wanilii
  • szczypta soli

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

Galaretka z marakui:

  • pulpa z 5-6 schłodzonych owoców marakui (około 125-150 ml)
  • 2/3 łyżeczki żelatyny
  • 1/4 szklanki gorącej wody

WYKONANIE:
Spód:
W malakserze umieścić ciastka bez nadzienia. Zmiksować na piasek. Wlać ciepłe roztopione masło i ponownie zmiksować. Powinien powstać ciasteczkowy „mokry piasek”.
Dno szczelnej tortownicy o średnicy 21 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Papier powinien być większy niż dno tortownicy. Po zapięciu obręczy powinien wystawać na zewnątrz.
Do tortownicy wsypać ciasteczkowy „mokry piasek”. Mocno wklepać go w dno formy i jej boki – do 1/2 ich wysokości. Ja przy uklepywaniu pomagam sobie dnem szklanki.
Tortownicę szczelnie owinąć z wierzchu dwoma warstwami folii aluminiowej (sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej) i wstawić do lodówki na czas przygotowywania masy serowej.

Masa serowa:
Wszystkie składniki umieścić w misie miksera i na wolnych obrotach miksować tylko do połączenia składników. Zbyt długie miksowanie spowoduje napowietrzenie masy, wtedy sernik po upieczeniu może opaść.
Całość wylać na schłodzony ciasteczkowy spód. Delikatnie wyrównać.

Sernik:
Zabezpieczoną folią aluminiową tortownicę z masą serową wstawić do większej blachy, do której wlać wrzącą wodę. Woda sięgać powinna do połowy wysokości tortownicy.
Całość wstawić do nagrzanego do 170°C piekarnika. Piec przez 10 minut, obniżyć temperaturę do 130°C i piec sernik przez 50-60 minut.
Sernik powinien być ścięty na całej powierzchni. W razie konieczności należy wydłużyć czas jego pieczenia.
Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i pozostawić w nim sernik do czasu, aż woda w większej formie wystygnie.
Sernik wyjąć z piekarnika (należy wyjąć go z większej formy z wodą i zdjąć folię z tortownicy) i całkowicie wystudzić. Uwolnić z obręczy i schłodzić przez kilka godzin, najlepiej przez całą noc w lodówce.

Galaretka z marakui:
Żelatynę zalać 1/4 szklanki gorącej wody, mieszać energicznie do czasu, aż żelatyna całkowicie się rozpuści (nie może być grudek). Odstawić do całkowitego wystudzenia.

Wystudzoną żelatynę wlać do zimnej pulpy z marakui i dokładnie wymieszać. Wstawić do lodówki, aby galaretka zaczęła szybciej tężeć. Przed wylaniem na sernik powinna mieć konsystencję kisielu. Trzeba jej pilnować i często sprawdzać, aby nie ścięła się zbyt mocno.

Kiedy galaretka zacznie tężeć, wylać ją na wierzch schłodzonego sernika. Dokładnie rozprowadzić i wyrównać.
Sernik wstawić do lodówki do czasu całkowitego stężenia galaretki.

Kroić na porcje i podawać.

SMACZNEGO!

* Ja nadzienia pozbywam się całkowicie. Jeżeli jednak nie chcecie niczego wyrzucać, możecie dodać je do masy serowej. Wtedy do sera należy dodać tylko 100 g cukru pudru.
Można upiec też spód na ciastkach z nadzieniem, nie jest wtedy tak bardzo chrupiący, ale wychodzi bez zarzutu: zmiksować 225 g ciastek Oreo z nadzieniem, dodać 30 g roztopionego masła, zmiksować na „mokry piasek”.

Opublikowano Boże Narodzenie, Desery, Desery z alkoholem, Serniki i serniczki pieczone, Wielkanoc | Otagowano , , , , , , , | 4 Komentarze

Zupa z pieczonym kurczakiem, kalafiorem, kurkami i pomidorami

Pyszna, pożywna zupa, która powstała z nagłej konieczności wyczyszczenia lodówki. Musiałam zużyć pokaźną porcję warzyw, kurki oraz resztki pieczonego dwa dni wcześniej kurczaka, więc wyszło na bogato.
Zazwyczaj robię w takich sytuacjach zapiekanki lub sałatki, ale tym razem na żadne z powyższych nie miałam ochoty. Padło na zupę. Tylko ona mogła pomieścić w swych czeluściach ciężarówkę jedzenia.

Polecam!

SKŁADNIKI NA OK. 8-10 PORCJI:

Na wywar:

  • resztki z jednego pieczonego kurczaka (korpus – można go podzielić na mniejsze części, skrzydła, skórki, kości, szyjka), obrane z mięsa; czyste, bez pozostałości innych części obiadu
  • 2 świeże skrzydełka kurczaka
  • 3 duże marchewki
  • 2 duże pietruszki
  • 4 cebulki dymki, tylko białe części, bez szczypioru
  • 3 ząbki czosnku
  • 4 liście laurowe
  • 8 ziaren ziela angielskiego
  • 10 ziaren czarnego pieprzu
  • 2 gałązki natki pietruszki
  • ok. 3 litry zimnej wody
  • sól

Dodatkowo:

  • resztki mięsa z pieczonego kurczaka (u mnie z połowy piersi i skrzydełek), porwane palcami na małe kawałki
  • 1 mały kalafior
  • 5 małych pomidorów
  • 200 g kurek
  • 1 łyżka klarowanego masła
  • 4 łyżki śmietany 18%
  • pęczek natki pietruszki
  • szczypior z dwóch cebulek dymek
  • sól, pieprz

WYKONANIE:
Wywar:
Wszystkie warzywa i nacie umyć, osuszyć.
Marchew i pietruszkę obrać, przekroić wszerz na 3-4 kawałki.
Czosnek obrać.

Do dużego garnka włożyć resztki pieczonego kurczaka i świeże skrzydełka, zalać je zimną wodą. Woda powinna dokładnie wszystko przykrywać. Garnek postawić na średnim ogniu. Kiedy woda zacznie wrzeć, należy natychmiast zmniejszyć ogień do minimum (wywar ma tylko delikatnie „pykać” na ogniu) i łyżką cedzakową bardzo dokładnie zebrać z wierzchu szumowiny (szumowiny wyrzucić). Jeżeli zajdzie potrzeba, należy zszumować wywar jeszcze raz, po kilku minutach.

Do zszumowanego wywaru dodać marchew, pietruszkę, cebulki dymki, czosnek, gałązki natki, liście laurowe, pieprz ziarnisty, ziele angielskie oraz  trzy szczypty soli.
Gotować na małym ogniu, bez przykrycia, przez godzinę. Przez cały czas gotowania resztki kurczaka i warzywa powinny być dokładnie przykryte wodą. Jeżeli wygotuje się zbyt dużo płynu, wywar należy uzupełnić zimną wodą.

Po godzinie gotowania wywar zdjąć z ognia, odczekać 5-6 minut i przecedzić go przez gęste sito do czystego garnka. Z resztek na sicie wybrać marchewkę, pietruszkę, czosnek oraz skrzydełka. Resztę wyrzucić.
Skrzydełka należy obrać z mięsa. Mięso odłożyć, trafi ono później do zupy wraz z resztkami mięsa z pieczonego kurczaka. Kości i skórę wyrzucić.
Marchewkę, pietruszkę i czosnek pokroić w plasterki. Odłożyć.

Zupa:
Pomidory umyć, sparzyć wrzątkiem, obrać ze skórki i pokroić.
Kalafior podzielić na różyczki, umyć i osuszyć.
Szczypior i natkę umyć, osuszyć i drobno posiekać.
Kurki bardzo dokładnie oczyścić. Malutkie zostawić w całości, większe można pokroić.
Na patelni rozgrzać klarowane masło. Wrzucić kurki i smażyć na średnim ogniu, potrząsając co pewien czas patelnią, aż grzyby zaczną się lekko rumienić. Zdjąć z ognia.

Przecedzony gorący wywar postawić z powrotem na średnim ogniu. Dodać resztki mięsa z pieczonego kurczaka oraz mięso z ugotowanych w wywarze skrzydełek, różyczki kalafiora, pomidory, marchewkę, pietruszkę, czosnek oraz podsmażone kurki. Zagotować i gotować przez 2-3 minuty. Zdjąć z ognia.

Śmietanę zahartować kilkoma łyżkami gorącej zupy. Zupę dodawać stopniowo, po łyżce, ciągle mieszając. Dokładnie rozkłóconą śmietanę (nie może być grudek) dodać do zupy, wymieszać. Zabieloną zupę ponownie postawić na ogniu, dodać połowę posiekanej natki pietruszki, zagotować. Doprawić solą i pieprzem. Zdjąć z ognia.

Podawać z posiekaną natką pietruszki i szczypiorem.

SMACZNEGO!

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Dania mięsne, Mięso drobiowe, Obiady i kolacje, Wytrawne, Zupy i buliony | Otagowano , , , , , , , , , , , | 5 Komentarzy

Pieczony ziołowy kurczak podawany z winnym sosem jeżynowo-porzeczkowym i młodymi ziemniakami

Prowadząc codzienne obserwacje otaczającego mnie świata, coraz częściej zadaję sobie w myślach pytanie: „Cholera, ludzie, co wy macie w głowach?”.

Dziś rano mężczyzna z dwójką małych dzieci wbiegł na pasy tuż przed nadjeżdżający autobus. Na czerwonym świetle! Kierowca zdążył. Nic się nikomu nie stało. Pasażerowie dokonywali cudów, aby nie wpaść na przednią szybę podczas gwałtownego hamowania. Facet pognał z milusińskimi dalej, jak gdyby nigdy nic. Nawet się nie obejrzał. Wyglądał tak, jakby cała sytuacja wcale go nie obeszła, choć od tragedii dzieliły nas centymetry…

Kilka dni temu serce mi niemal stanęło, kiedy dwie gapiące się w telefon dziewczyny, uzbrojone w słuchawki, rzecz jasna, prawie weszły pod nadjeżdżający pociąg. Darłam się jak opętana, ale one nie słyszały. Ani mnie, ani pociągu. Ratunek nadszedł z rąk innego przechodnia, który po prostu szarpnął je za plecaki do tyłu. „Jezu!” – zakrzyknęły, po czym wybuchnęły śmiechem. Zaiste, radosna to była przygoda.

Są jeszcze rowerzyści. Ale nie, że wszyscy. Ci są wyjątkowi – nagrywają swoje przejażdżki trzymanym w jednej łapie telefonem. Wszak nową relację w InstaStory stworzyć trzeba! Nic nie widzą, nic nie słyszą, ale kręcą! Sens życia. Szanse na szybką reakcję, podobnie jak w samochodzie, zerowe. Pies, dziecko, kamień, auto, kto by się przejmował. Jak się wyłoży, to i filmik ciekawszy będzie. O!

Myślenie nie boli. Korzystajmy, ludziska! Szczególnie w sytuacjach, w których o bezpieczeństwo nie tylko naszych czterech liter się rozchodzi.

No, ulało mi się ździebeczko, ale po tym jak w drodze do pracy prawie zabił mnie rowerzysta z telefonem przed oczami, a chwilę później niemal wyleciałam przez szybę autobusu, powstrzymać się już dłużej nie mogłam. Teraz będzie już tylko przyjemnie. I smacznie. Wszak nic tak dobrze nie poprawia humoru, jak dobre jedzenie. Nieprawdaż? A taki soczysty ziołowy kurczak z chrupiącą skórką, polany winnym sosem jeżynowo-porzeczkowym, podany z ziemniakami i surówką, to potrafi cuda zdziałać. Jak bum cyk-cyk!

SKŁADNIKI NA 4-6 PORCJI:

Kurczak*:

  • 1 świeży kurczak zagrodowy (sprawiony, bez podrobów) o wadze ok. 1,4-1,5 kg
  • 1 duży pęczek natki pietruszki
  • 1 duży pęczek bazylii
  • 3 gałązki rozmarynu
  • 2 gałązki tymianku
  • 1 cytryna, wyszorowana i sparzona
  • 3 cm imbiru
  • 4 łyżki oliwy extra vergine
  • 2 plasterki masła, każdy o wadze ok. 20 g
  • sól morska
  • świeżo mielony pieprz

Wytrawny sos z czarnych porzeczek, jeżyn i czerwonego wina: 

  • 1 szklanka czarnych porzeczek, można użyć mrożonych
  • 3/4 szklanki jeżyn, można użyć mrożonych
  • 1/2 szklanki wytrawnego lub półwytrawnego wina
  • 1 szalotka
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżeczka brązowego cukru
  • 3 cm imbiru
  • szczypta soli
  • pieprz

Dodatkowo:

  • ok. 1,5 kg drobnych młodych ziemniaków, dokładnie umytych pod bieżącą wodą i ugotowanych
  • surówka z czerwonej kapusty pekińskiej, marchewek i jabłek

WYKONANIE:
Kurczak:
Kurczaka należy wyjąć z lodówki na ok. 1,5 godziny przed włożeniem go do piekarnika, aby zdążył ogrzać się do temperatury pokojowej.
Umyć go w zimnej wodzie i dokładnie osuszyć.

Natkę pietruszki i listki bazylii umyć, osuszyć i drobniutko posiekać. Zalać je na desce 2 łyżkami oliwy, obficie posolić, popieprzyć i bardzo dokładnie wszystko ze sobą przesiekać.

Wnętrze osuszonego kurczaka natrzeć obficie solą morską.

Bardzo ostrożnie odciągnąć skórę od obu piersi kurczaka. Najlepiej robić to, wkładając pod nią palce; na końcu można sobie pomóc małą lateksową szpatułką. Należy uważać, aby nie przerwać skóry.
Pod odciągniętą z obu piersi skórę wepchnąć posiekane z oliwą zioła. Tutaj również można sobie pomóc szpatułką. Na koniec wepchnąć pod skórę masło – po plasterku na każdą pierś.

Do wnętrza kurczaka włożyć przekrojoną na pół cytrynę, obrany i przekrojony wzdłuż na pół imbir oraz umyte i osuszone gałązki rozmarynu i tymianku.

Skórę z piersi ostrożnie naciągnąć (aby nadzienie nie wypłynęło), po czym zaszyć lub dokładnie zabezpieczyć wykałaczkami jamę brzuszną (oraz otwór po szyjce, jeżeli kurczak jest bez). Nóżki zebrać do środka i związać bawełnianym sznurkiem. Dodatkowo można też za pomocą sznurka zebrać skrzydełka, nada to kurczakowi ładniejszy kształt – sznurek poprowadzić od związanych nóżek przez przeguby skrzydełek i mocno związać na grzbiecie.

Tak przygotowanego kurczaka natrzeć resztkami ziół oraz 2 łyżkami oliwy, na końcu obficie oprószyć go solą.
Położyć go na jednym boku w  brytfance, najlepiej z rusztem – ruszt posmarować olejem, lub w delikatnie posmarowanym olejem naczyniu żaroodpornym. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 220°C. Piec przez 5 minut. Przewrócić kurczaka na drugi bok i ponownie piec przez 5 minut. Przewrócić kurczaka na grzbiet (piersi ku górze) i piec bez przykrycia przez 60-70 minut. Skórka musi być mocno zrumieniona i chrupiąca.

Upieczonego kurczaka wyjąć z piekarnika i dać mu „odpocząć” przez 5-8 minut. Po tym czasie rozwiązać nóżki i skrzydełka, usunąć nić lub wykałaczki i dzielić na porcje**: podudzia, uda, piersi, skrzydełka; piersi kroić w plastry.

Porcje mięsa podawać z winnym sosem jeżynowo-porzeczkowym oraz dodatkami, wedle uznania. Ja proponuję Wam gotowane młode ziemniaki oraz surówkę z czerwonej kapusty pekińskiej, marchewek i jabłek.

Sos:
Świeże owoce dokładnie umyć i osuszyć (mrożonych nie rozmrażać).
Szalotkę i imbir obrać i posiekać w drobną kosteczkę.

W rondlu o grubym dnie rozgrzać masło. Dodać szalotkę oraz imbir, wymieszać i smażyć do czasu, aż szalotka się zeszkli (nie może się przyrumienić). Wlać wino, doprowadzić do wrzenia. Gotować na średnim ogniu do czasu, aż płyn zredukuje się o 1/3 objętości. Wrzucić świeże lub mrożone owoce, dodać cukier, wymieszać i gotować na wolnym ogniu, często mieszając. Kiedy owoce całkowicie się rozpadną i sos lekko zgęstnieje, dodać szczyptę soli i pieprz (pieprzu nie żałujcie). Zdjąć z ognia.

Gorący sos można przetrzeć przez sito i ponownie podgrzać przed podaniem. Ja tego nie robię, nie przeszkadzają mi pesteczki.

Podawać na ciepło, jako dodatek do pieczonych lub grillowanych mięs.

SMACZNEGO!

* Na podstawie przepisu Jamiego Olivera.

** Nie wyrzucajcie resztek kurczaka (kości, skórek, resztek mięsa, szyjki), można ugotować na nich pyszną zupę, a mięso wykorzystać do kanapek.

Opublikowano Bezglutenowe, Bezjajeczne, Bezmleczne, Boże Narodzenie, Dania mięsne, Mięso drobiowe, Obiady i kolacje, Sosy wytrawne, Wielkanoc, Wytrawne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz