Bananowe muffiny z czarnymi borówkami

mbj11

mbj33

Dawno temu pewien zespół śpiewał o cieniu orła, który tańczył z obłokami i „bezpamiętnie gasił gniew”. Przyznaję, że do dziś nie wiem, co autor chciał przekazać światu i czy w ogóle chciał przekazać cokolwiek, ale „cieniem orła” sukces osiągnął był. Nie wiem też, czy zespół ów jeszcze istnieje i kiedy ostatnio wypuścił na rynek jakiś hit, ale gdyby im pomysłów na przeboje brakowało, to zapraszam do mnie po historię o cieniu pająka.

Zaczęło się wczoraj, około godziny 5.40, kiedy to mój Małżon wychodził do pracy. Ja miałam jeszcze chwilę, więc wylegiwałam się w łóżku, łapiąc wyzierające zza rolet poranne promienie słoneczne. Ptaszki ćwierkają, słonko świeci… O, wrześniowy piątku, nie mogłeś być lepszy! Wtem, na twarz mą zaspaną rzucił się złowrogi cień!

Zamarłam. Ogromna czarna kula z tysiącem (jak Boga kocham!) nóg, przesuwająca się po całej powierzchni okna, kładła się na mnie plamą wielkości Jeziora Tanganika. Dobudziła mnie w okamgnieniu, paraliżując przy okazji mowę i wszystkie członki. I co teraz? Wstać jakimś cudem, czy leżeć tak do niedzieli, kiedy wróci Mąż i bohatersko mnie ocali? Gdzie jest ten pajęczy belzebub? Po zewnętrznej stronie okna, co pozwoliłoby mi uniknąć zawału serca i natychmiastowego zgonu? Czy jednak pomiędzy wewnętrzną stroną okiennej szyby a roletą? To nakazywałoby wylecieć z mieszkania natychmiast (wraz z drzwiami!) lub zostać w łóżku i udawać do niedzieli martwą, może padliny nie tknie. A jak się jednak zbliży, to atak serca zapewni mi przynajmniej szybką śmierć.

Próbuję ze wszystkich sił opanować głośne kołatanie serca, uciszyć głosy w głowie i wytężyć słuch najmocniej, jak tylko się da, aby zorientować się, czy roleta wydaje jakieś dźwięki, kiedy kula się przemieszcza. Pajęcza paskuda na pewno jest włochata, tłusta i ma ogromne ślepia. Taka roletą ruszać musi! Słucham więc… Cisza. Słucham uważniej… Cisza. Układając w myślach krótką wersję testamentu, postanawiam wstać, rzucić się do okna, zamknąć jego otwartą połowę, uciec do łazienki, zabarykadować drzwi, w szczeliny wcisnąć ręczniki i przygotować się do wybycia do pracy. Wychodząc z kryjówki, wezmę na wszelki wypadek obronnego mopa, bo czart mógł się jakoś i przez zamknięte okno wcisnąć. Pająki na pewno to potrafią. Na pewno.

Jak postanowiłam, tak uczyniłam. Wszystko sprintem, że Bolt by się nie powstydził. Nawet kawy nie wypiłam przed wyjściem. Sprawdziłam tylko, czy reszta okien szczelnie zamknięta i wybiegłam do pracy.

– Jak wrócę, na pewno już go nie będzie…

Ale był! Belzebub jeden! Rozłożył się, pan na włościach, i czyhał na ofiary. Kiedy w końcu odważyłam się zrobić mu zdjęcie, wyglądał tak:

paj2

Temperatura na zewnątrz mocno letnia, ale powiedziałam sobie, że okna do niedzieli nie otworzę za żadne skarby świata. Wolę się udusić, niż wpuścić diabła pod strzechę. Spałam w salonie, żeby ponownie nie walczyć rano z jego cieniem. O 7.30 poszłam sprawdzić, czy aby nie znalazł sobie nocą nowego, lepszego lokum i się nie wyprowadził. Nie zastałam go. Jego wielgachna pajęczyna i dyndające, owinięte siecią ofiary podpowiadały mi jednak, że daleko nie poszedł. Przyszło mi do głowy, że zapewne siedzi już pod moim łóżkiem…

Ciśnienie skoczyło mi natychmiast! Z duszą na ramieniu wyszłam na balkon, próbując dojrzeć, czy nie ukrył się gdzieś nad oknem, albo, o zgrozo, tu, gdzie teraz stoję. Długo nie musiałam go szukać. Zjechał dostojnie na tej swojej pajęczej niteczce na cudownie utkaną w oknie sąsiadów sieć. Taki spryciarz! Cała kondygnacja jego!

Wystarczyło kilka minut obserwacji, aby dowiedzieć się, że mój drogi sąsiad pająków nie boi się wcale. Zgarnął delikwenta do słoika i wyniósł na trawnik przed blokiem. Wydarłam się z balkonu, że uratował mi życie i postawię mu za to dobre piwo!

Witajcie, otwarte okna! Witaj, piękna soboto! Niech żyje sąsiad! Niech pająki żyją… z dala ode mnie!

Cały ten pajęczy stres odreagowałam w kuchni. Upiekłam bananowe muffiny z jagodami i pielęgnując swoją arachnofobię, cieszę się dniem wolnym od pracy i pająków!

mbj44

mbj22

mbj55

SKŁADNIKI NA OK 15 SZTUK*:

  • 110 g mąki pszennej pełnoziarnistej (graham, typ 1850)
  • 145 g mąki pszennej tortowej (typ 450)
  • 1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka cukru trzcinowego
  • 2 duże jaja
  • 135 ml oleju rzepakowego
  • 3 bardzo dojrzałe banany, średniej wielkości
  • ok. 150-180 g czarnych borówek (czarnych jagód)
  • szczypta soli

(UWAGA! Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.)

WYKONANIE:
Czarne borówki umyć i osuszyć.

Do jednej miski przesiać mąkę pełnoziarnistą (otręby, które pozostaną na sicie, również wsypać do naczynia), mąkę tortową i proszek do pieczenia. Dodać cukier oraz szczyptę soli, wymieszać.

Do drugiej miski włożyć obrane, podzielone na mniejsze kawałki banany i dokładnie rozgnieść je widelcem na papkę. Wbić jaja. Połączyć. Dodać olej i dokładnie wymieszać (najlepiej rózgą kuchenną).

Do składników mokrych wsypać składniki suche. Wymieszać widelcem, niezbyt dokładnie. Składniki mają się tylko z grubsza połączyć, mogą pozostać grudki. Dodać czarne borówki, delikatnie wmieszać je w ciasto.

Formę na muffiny wyłożyć papilotkami. Nakładać do nich ciasto, do 3/4 ich wysokości.
Piec w temperaturze 190°C przez ok. 15-20 minut, do „suchego patyczka”.
Lekko przestudzone muffiny wyjąć z formy, studzić na kratce.

Najlepsze jeszcze lekko ciepłe.

SMACZNEGO!

Muffiny piekłam w formie o górnej średnicy gniazda 7 cm.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Babki, babeczki i muffiny, Bezmleczne, Ciasta i ciastka z owocami, Desery, Śniadania i podwieczorki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Bananowe muffiny z czarnymi borówkami

  1. Pajęczy stres wpływa pozytywnie na pichcenie słodkości u Ciebie 😀
    No ale faktycznie straszny 😉 ten pajączek okropnie. Do tego taki jakiś kolorowy. Ubiegłego lata złapałam podobnego na środku dywanu w salonie.Ja akurat lubię nawet pająki ale niekoniecznie jako sublokatorów.

    • Kaaisa pisze:

      Wychowałam się na podkarpackiej wsi, w domu pod lasem, otoczona pająkami w każdym rozmiarze i kolorze. Jak sięgam pamięcią, boję się ich panicznie! Przerażają mnie… Pamiętam, jak w czasach licealnych potrafiłam budzić Tatę w środku nocy, aby się jakimś siedzącym pod włącznikiem światła do łazienki zajął. Nim Tata się dobudził, wstał i wszedł po schodach, włochaty drań zdążył zwiać. Mina Taty bezcenna 😉 A ja wpychałam ciuchy z szafy pod drzwi, żeby mi przypadkiem uciekinier nie wlazł do pokoju 😀

  2. Lolanta pisze:

    Hahah! Historia zapierająca dech 😀 A takie muffiny to dobry pomysłna stres. Ja podobne ostatnio z dziecmi w pracy piekłam 🙂 Pyszota.

  3. Jadłabym podwójną porcję!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s