Pomidorowe curry z kalafiorem, tamaryndem i wiórkami kokosowymi

curry kal 1

curry kal 3

Rześka i powabna, wysmagana północnym wiatrem z delikatną domieszką spalin, pełna zapału i energii przekroczyłam dziś progi mojego miejsca pracy. Przywitałam się z wszystkimi, obdarzając ich promiennym uśmiechem, uzupełnionym o blask aparatu ortodontycznego. Usiadłam, postawiłam na biurku dużą gorącą kawę, włączyłam komputer, przygotowałam dokumenty i… No nie może być! Gdzie jest moje ukochane pióro! Ja bez niego pracować nie mogę! I nie będę! Pal licho kawę, szukam!

W torebce nie ma, na biurku nie ma, pod biurkiem nie ma, w szufladach też nie. Po sprawdzeniu doniczek, stojaka na parasole oraz kosza na śmieci stwierdzam, że konieczne jest poszerzenie terenu poszukiwań. Za chwil kilka pióra szukają trzej koledzy i cztery koleżanki, szefowa, jej mąż oraz sprzątaczka. Wszyscy przejęci, bo pióro wiekowe i sercu mojemu drogie. Wrzeszczą do mnie z najodleglejszych zakątków budynku, że nie ma. Nieeeeee maaaaaaa! Mam wrażenie, że echo niesie się po całym Śródmieściu.

Została jeszcze łazienka. Wchodzę i pierwsze, co rzuca mi się w oczy, to moja purpurowa ze złości twarz, odbita w wielkim lustrze. Jest tak czerwona, że dotykam jej dłońmi, chcąc sprawdzić, czy parzy. I nagle… Oczom mym ukazuje się pióro, którego szukają wszyscy dookoła. Trzymam je, jak gdyby nigdy nic, w lewej dłoni…

Nie pytajcie mnie, jakim cudem nie zorientowałam się wcześniej. Nie wiem, po prostu nie mam zielonego pojęcia. Machnęłam nim sobie przed oczami ze sto razy. Przyjmijmy, że to magia plus moje ponadprzeciętne zdolności. Albo wczesna pora. Zawsze można też zrzucić wszystko na pogodę…

W związku z powyższym nadaję sobie tytuł mistrzyni świata w zapalczywym poszukiwaniu rzeczy trzymanych w dłoni i/lub noszonych na sobie (kiedyś tak szukałam okularów, wtedy również oświeciło mnie lustro). Jeżeli ktoś chciałby mi ten tytuł odebrać, podejmę walkę.

W kuchni na szczęście niczego ostatnio nie zgubiłam i gotuję, gotuję, gotuję. Wykorzystuję tę chęć do kulinarnego działania do ostatniej kropli, bo wiem, że prędzej czy później ten zapał się ulotni.
Ostatnio rozsmakowałam się w curry. Jestem niesamowitym zmarzluchem i mimo że za oknem wiosna, takie rozgrzewające dania są mi od czasu do czasu potrzebne. Curry, które mam dla Was dzisiaj, jest niezwykle ciekawe. Mieszankę przypraw przygotowuje się samemu, a aromatyczna potrawa, której kwaśności nadaje pasta tamaryndowa, zagęszczona jest wiórkami kokosowymi. Bez mąki, bez skrobi, bez tłustego mleczka kokosowego, za to z pomidorami i pysznym kalafiorem. Zachęciłam Was?

Gorąco polecam!

curry kal 2

curry kal 4

SKŁADNIKI NA 4-6 PORCJI*:
1 kalafior (ok. 500 g po oczyszczeniu)
2 cebule
2 zielone papryczki chili
3 ząbki czosnku
400 ml passaty pomidorowej
250 ml bulionu warzywnego
1,5 łyżki pasty tamaryndowej (jeżeli to niemożliwe, dodajcie 3-4 łyżki soku z cytryny)
2 łyżki oleju rzepakowego
3 łyżki wiórków kokosowych
1/2 łyżeczki kurkumy
2 łyżeczki czarnych lub żółtych nasion gorczycy
2 cm imbiru
sól

Mieszanka przypraw:
1 łyżeczka nasion kolendry
1 łyżeczka nasion kuminu
1 łyżeczka nasion fenkułu (kopru włoskiego)
1 długa suszona papryczka chili (lub 2 krótkie)

Do podania:
ugotowany na sypko ryż jaśminowy
garść listków kolendry
1 zielona papryczka chili, pokrojona w plasterki

WYKONANIE:
Mieszanka przypraw:
Wszystkie nasiona oraz suszoną papryczkę chili podprażyć na suchej patelni przez około minutę. Wsypać do moździerza lub młynka do przypraw i dokładnie utłuc lub zmielić. Odstawić.

Curry:
Cebule obrać i pokroić w cienkie pióra.
Czosnek obrać i przecisnąć przez praskę.
Imbir obrać i zetrzeć na tarce o drobnych oczkach.
Papryczki chili umyć, osuszyć i pokroić w drobniutką kostkę (jeżeli wolicie łagodniejsze dania, przed siekaniem usuńcie z papryczek pestki).
Kalafior oczyścić, podzielić na średniej wielkości różyczki. Różyczki umyć i osuszyć.

W dużym garnku o grubym dnie rozgrzać olej. Wrzucić cebulę, a kiedy się zeszkli, dodać starty imbir, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz posiekane papryczki chili i smażyć na małym ogniu przez minutę. Dodać przygotowaną wcześniej mieszankę przypraw, kurkumę oraz nasiona gorczycy, wymieszać i smażyć jeszcze przez 2 minuty.
Wlać passatę i bulion, dodać pastę tamaryndową (lub sok z cytryny) oraz wiórki kokosowe i doprowadzić do wrzenia. Dodać różyczki kalafiora, wymieszać i gotować na małym ogniu przez ok. 25-30 minut. Kalafior powinien być miękki, ale nie powinien się rozgotować. Doprawić do smaku solą.

Podawać od razu z ugotowanym na sypko ryżem jaśminowym.
Dekorować listkami kolendry i plasterkami chili.

SMACZNEGO!

* Na podstawie: polska edycja magazynu „Good Food”, nr 5/2015

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bezglutenowe, Bezjajeczne, Bezmleczne, Dania bezmięsne, Gulasze i inne dania jednogarnkowe, Kasza i ryż, Obiady i kolacje, Wytrawne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Pomidorowe curry z kalafiorem, tamaryndem i wiórkami kokosowymi

  1. gosiajakacka pisze:

    Curry bardzo apetyczne, a Ty jak zawsze niesamowita Kasieńko 😉

    • Kaaisa pisze:

      Lista moich nadzwyczajnych umiejętności rośnie z roku na rok 😉 Czekam z niecierpliwością na dzień, w którym pójdę do pracy w kapciach 😀

  2. Wygląda świetnie i na pewno jeszcze lepiej smakuje 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s