Amoniaczki. Z cyklu „Tak smakuje Podkarpacie”…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Coraz dalej mi do domu 
Wszystkie klucze pogubione 
Dom za rzeką już się rozmył 
Dom zielony z Ogrodowej

A przecież tam wszystko zostało 
Zegarek ojca obrączka po matce 
Srebrna dziesiątka z Piłsudskim 
Po babci Annie złoty naparstek [...]"
        Adam Ziemianian, „Zielony dom"

Miałam trzynaście lat, kiedy oznajmiłam Rodzicom, że ani mi się śni mieszkać na Podkarpaciu, a konkretnie na podkarpackiej wsi, do końca mego doczesnego żywota. Tupnęłam chudą nóżką i ze śmiertelną powagą wyliczałam, że nigdy w życiu nie będę sadziła za domem ziemniaków i siała zboża, że nie mam zamiaru kosić przez tydzień „hektarowego” trawnika, że nie będę zimą wstawać skoro świt, aby napalić w piecu, że nie życzę sobie, aby mnie nocami budziła łasica, urządzająca sobie na strychu, tuż nad moją głową, polowanie na wróble, za szafą siedziały pająki wielkości Shaquille’a O’Neala, a po obfitych deszczach przed nosem pełzały żmije i zaskrońce. I że moja bezrobotna noga nigdy nie postanie w Urzędzie Pracy w Sanoku! Nie ma takiej możliwości! I choć nikt nigdy nie przekona mnie do tego, że wychodzi się „na dwór”, a nie „na pole”, to ja z nudnym Podkarpaciem po maturze się żegnam. Nie wrócę i nie zatęsknię, tak mi dopomóż Bóg…

Kilka lat później spakowałam mój niewielki dobytek do starego, niewygodnego jak wszyscy diabli plecaka, wsiadłam do zatłoczonego autobusu relacji Sanok-Gliwice i w kilka godzin zamieniłam zielone Podkarapacie na czarny Śląsk… Katowice. Byle dalej, dalej… Kraków, który miałam do wyboru, był zdecydowanie zbyt blisko… I przez długi czas za Podkarpaciem nie tęskniłam. Nie miałam czasu. Pochłonęły mnie studia, nauka, zabawa, kino, cudowni ludzie, pierwsza praca… Brakowało mi Babci, Rodziców i Rodzeństwa, ale nie mojej wsi i spokojnego, powolnego, nudnego życia. Wpaść na chwilę – tak, zostać na dłużej – nie.

Pewnego wieczoru, po maratonie kinowym z filmami Quentina Tarantino, spóźniłam się na ostatni autobus, którym dojechać mogłam w pobliże osiedla akademickiego. Byłam sama, więc kilkugodzinny, nocny spacer z centrum na obrzeża Katowic wydawał się być niezbyt trafionym pomysłem. Z bólem serca i wielkim ciężarem w kieszeni zamówiłam taksówkę. Pojawiła się w okamgnieniu. Wsiadłam, zdążyłam powiedzieć: „Dobry wieczór. Ligota-Akademiki, poproszę.”, a taksówkarz na to: „Pani z Podkarpacia, prawda?”.

Neurony w natłoku myśli niemal mi się poprzepalały! Skąd on, u licha, wie, że jestem z Podkarpacia? Gdzie ja to mam wypisane? Środek nocy, centrum Katowic, ja okutana w kożuchy, czapki i szaliki, oczu mi prawie nie widać, proziaki mi z kieszeni nie wystają, nie podśpiewuję „Zielonych wzgórz nad Soliną”, a ten wie! Skąd? Jak?

„Pani tak melodyjnie, śpiewnie mówi. Wszędzie rozpoznam…” – i uśmiech od ucha do ucha. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że można „nas” rozpoznać po „melodyjności mowy”… Mnie zamurowało, a taksówkarz przez całą drogę wyłuszczał powody, dla których wielbi podkarpackie tereny. Zielono, cicho, spokojnie, w zimie śnieg jest biały (!!!), gwieździste niebo, ludzie tacy mili i gościnni, pyszne jedzenie, zacny bimber (!), światła uliczne gasną po północy i jest naprawdę ciemno (!!!), góry, rzeki, doliny, lasy… Sielanka. Żałuje, że nie może tam jeździć częściej…

On chciałby tam być, ja stamtąd uciekłam… Pierwszy raz zrobiło mi się z tego powodu źle. Przecież to ja powinnam zachwalać Podkarpacie jemu, a nie on mnie, na litość boską! Zachwycam się Parkiem Śląskim, zapominając o tym, że za domem rodzinnym mam przepiękny buczynowy las. Pusty, cichy i spokojny… I nagle zatęskniłam za tym lasem… Za sarnami podchodzącymi zimą pod nasze okna, za czarnymi jak smoła nocami, za szmerem Wisłoka, za jego skalnymi progami, za ciepłymi i pachnącymi chlebem dłońmi mojej Babci, za pachnącymi drewnem dłońmi mojego Taty, za pierogami Mamy…

Trzy dni później wsiadłam w zatłoczony autobus relacji Gliwice-Sanok i na kilkanaście dni, z ogromną radością i wzruszeniem,  zamieniłam czarny Śląsk na zielone Podkarpacie. Moje ukochane Podkarpacie…

Od tego momentu minęło niemal 10 lat. Nie wróciłam po studiach na moją wieś (zachęcam do zaglądnięcia tutaj – zobaczcie jaka jest piękna!) – miłość pociągnęła mnie do stolicy – ale strasznie za nią tęsknię. Wracam tam z ogromną radością i za każdym razem chłonę wszystko, co mnie otacza, jakbym trafiła w to miejsce po raz pierwszy. Wychodzę na pole i patrząc w gwieździste niebo, mam ochotę zaśpiewać pieśń ku czci pana taksówkarza, dzięki któremu zrozumiałam, jak bardzo kocham to, od czego kiedyś, dawno temu, tak bardzo chciałam uciec…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

SKŁADNIKI NA OK. 60-80 CIASTEK*:
1 kg mąki pszennej tortowej
160 g masła
150 g cukru
8 małych jaj (6 dużych)
1/2 szklanki ciepłego mleka
3 łyżeczki amoniaku (kwaśnego węglanu amonu)
szczypta soli
(UWAGA! Jaja powinny być w temperaturze pokojowej.)

Dodatkowo:
2 roztrzepane widelcem białka do posmarowania ciasteczek
cukier gruba rafinada do posypania ciasteczek

WYKONANIE:
Amoniak wsypać do miseczki, zalać ciepłym mlekiem, dokładnie wymieszać i odstawić na 15 minut.
Mąkę przesiać, wymieszać z solą, odstawić.
Masło roztopić, lekko przestudzić.

Do dużej miski wbić jaja, dodać cukier i dokładnie roztrzepać/zmiksować. Cukier powinien się całkowicie rozpuścić. Dodać amoniak z mlekiem oraz przestudzone masło, wymieszać/zmiksować do dokładnego połączenia.
Stale mieszając/miksując na wolnych obrotach, dodawać stopniowo mąkę. Kiedy ciasto zrobi się bardzo gęste, zacząć je wyrabiać ręką. Wyrabiać do momentu, aż będzie miękkie, gładkie i elastyczne (powinno przypominać ciasto pierogowe). Wyrobione ciasto uformować w kulę, włożyć do oprószonej mąką dużej miski, przykryć folią spożywczą i wstawić na co najmniej 12 godzin do lodówki.

Na drugi dzień ciasto wyjąć z lodówki. Podzielić na 4 części.
Każdą z części rozwałkować na oprószonej mąką stolnicy na placek o grubości 4-5 mm. Za pomocą szklanki lub foremek wykrawać ciastka.
Układać w sporych odstępach na wyłożonej papierem do pieczenia blasze.
Za pomocą pędzelka smarować każde ciastko roztrzepanym białkiem, posypywać obficie grubym cukrem.

Piec w mocno nagrzanym do 200ºC piekarniku przez 6-8 minut, do delikatnego zrumienienia. (UWAGA! Piekarnik musi się nagrzewać przez 7-10 minut, jeżeli będzie niewystarczająco nagrzany, ciasteczka opadną.)
Zdjąć z blachy, wystudzić na kratce. Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.

SMACZNEGO!

* Przepis z zeszytu mojej Prababci (lata 40. XX wieku). Tradycyjne amoniaczki są okrągłe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii "Tak smakuje Podkarpacie", Ciastka kruche, Desery i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

32 odpowiedzi na „Amoniaczki. Z cyklu „Tak smakuje Podkarpacie”…

  1. goldenbrown pisze:

    Bardzo mnie wzruszyłaś tym wpisem…

    • Kaaisa pisze:

      Tak długo się zastanawiałam, czy opublikować ten wpis, czy warto, czy udało mi się w nim zawrzeć choć promil emocji, które towarzyszyły mi podczas pisania…
      Teraz wiem, że było warto…

  2. Amber pisze:

    Podkarpacie zamienić na Śląsk czarny,ponury?
    Jak dziwne są ludzkie wybory i losy…
    Ale dobrze,że tam bywasz i tęsknisz.
    Piękny powrót!
    I te sentymentalne ciasteczka też.

    • Kaaisa pisze:

      Dla jednych tylko dziwne, dla innych kompletnie niezrozumiałe… Ja chciałam po prostu uciec. Nie interesowały mnie krajobrazy i ładne widoki 🙂 Katowice okazały się być azylem doskonałym – wystarczająco daleko od domu, bez tłumów i ścisku Krakowa, z wspaniałymi ludźmi dookoła… Mnie Śląsk urzekł 🙂
      Na Podkarpacie staram się zaglądać tak często, jak to tylko możliwe. I ciągle jest mi mało, i ciągle tęsknię… I kiedyś tam wrócę na stałe, na pewno 🙂
      Pozdrawiam!

  3. gosiajakacka pisze:

    Piękny wpis. Aż zatęskniłam za domem. Choć ja mam teraz dwa, bo choć z Podlasia na Podkarpacie szmat drogi, to jednak mąż zaraził mnie miłością do swoich pięknych stron. Wkoło naszej działki też lasy, Imielity Łóg zaledwie pół godzinki rowerem przez las… Tymczasem robię co mogę, żeby nie tęsknić i tu w Irlandii też czuć się jak w domu.
    Ciasteczka super i chyba podkradnę Ci przepis, bo takie stare najlepsze.
    Pozdrawiam 🙂

    • Kaaisa pisze:

      Dziękuję, sam się pisał 🙂
      Ja też mam więcej niż jeden dom. Mam moje Podkarpacie, mam Śląsk mojego Męża, mam NASZ dom na Mazowszu… I wszędzie mi dobrze, wszędzie czuję się szczęśliwa. I już przed niczym nie uciekam…
      Przepisem się częstuj, śmiało 🙂
      Uściski!

  4. Lolanta pisze:

    Takie cuda miała, a do Katowic chciała 🙂 Docenia się dopiero po latach, widać 🙂

    • Kaaisa pisze:

      Przez długi czas nie zdawała sobie sprawy z tego, jakie cuda miała… A chciała do Poznania (!!!), tylko jej kierunek studiów, którym była zainteresowna, zlikwidowali byli akurat wtedy 🙂

      • Lolanta pisze:

        A jaki chciala? W tekscie nie widze, chyba ,ze nie umem czytac między wierszami 😉

        • Kaaisa pisze:

          W tekście nia ma, bo to nieistotne dla całej historii było. W Poznaniu chciałam studiować filologię fińską, niestety mieli zbyt mało chętnych… Ale dopięłam swego i kilka lat później ukończyłam ją w Warszawie 🙂 Z Katowic wyjechałam jako pani pedagog – specjalista od resocjalizacji i profilaktyki społecznej 😀

  5. wisienor pisze:

    Post pisany miłością i zachwytem:-)

  6. Ania pisze:

    Pięknie napisane. Sama jestem z Podkarpacia (Leżajsk) i tutaj zostałam. Amoniaczki to ciastka, które często robiliśmy w domu za dziecka 🙂
    Pozdrawiam!

    • Kaaisa pisze:

      Dziękuję 🙂 Ja kiedyś wrócę, jeszcze nie teraz, ale wrócę…
      W Leżajsku nigdy nie byłam (trzeba nadrobić zaległości), ale Wasze piwo uwielbiam 😀
      Pozdrawiam serdecznie!

  7. ladylaurabloq pisze:

    Ciastka cudowne i te zdjęcia zachwycające .Mam u mamy też taki zeszyt ,z jej przepisami ze szkoły kucharskiej ,muszę go zabrać przy okazji.

  8. gin pisze:

    Piękny ten post, taki wzruszający. O dorastaniu i zrozumieniu. Bardzo mi się go dobrze czytało 🙂
    A ciasteczka wyszły Ci cudne 🙂

  9. Piękny post. Jako rodowita katowiczanka zawsze z zaskoczeniem przyjmuję, że komuś przyjezdnemu może się u nas podobać. Wiesz, śnieg w czarne kropki, gołębie obsrajciuchy, szalone tramwaje. Zapomniałam już, że mamy takich fajnych taksówkarzy. Mój Mąż jest z Mikołowa i nasz zaprzyjaźniony mikołowski taksówkarz ma swój fan-club na facebooku. Gdy miał wypadek i jego taksówka została zniszona przez 20-letniego palanta w bmw, klienci zrobili zrzutkę dla niego. Pan taksówkarz zaś przekazał te pieniądze na leczenie pewnej dziewczynki. Taka sympatyczna historia na Mikołaja.
    Ciasteczka bardzo interesujące; przyznam się, że nie znałam takich.

    • Kaaisa pisze:

      Niezwykła historia. Wasz mikołowski taksówkarz musi być naprawdę wyjątkową osobą.
      Katowice podbiły moje serce i z prawdziwą przyjemnością tam wracam 🙂
      Pozdrawiam serdecznie!

  10. Sylvia pisze:

    Przeczytałam tytuł i coś mnie tknęło! Ja tez z Podkarpacia i pewnie nie tak daleko bo Ustrzyki Dolne 😉 historia jakbym o sobie czytała tez chciałam uciec za wszelka cenę i swego dopięłam mieszkam w UK i tez tęsknie za tym zielonym kawałkiem Bieszczad. Tam nawet powietrze pachnie inaczej 😉

    • Kaaisa pisze:

      Niedaleko, niedaleko 🙂
      Najpierw uciekamy, później tęsknimy… Ty masz teraz do tej zieleni i tego powietrza znacznie dalej niż ja.
      Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  11. Agulha pisze:

    A ja z Lubelszczyzny, a na stałe Kraków zamieszkuję, ale historia też jakby o mnie 😉 Tylko z tym wychodzeniem na dwór i na pole odwrotnie 😛

    • Kaaisa pisze:

      Całkiem spora grupa tęskniących uciekinierów się tutaj zebrała… 😉 Przedstawiciel obozu „Wychodzę NA POLE” pozdrawia serdecznie przedstawiciela obozu „Wychodzę NA DWÓR” 😀

      P.S. Lubelszczyzny nie znam w ogóle, przejeżdżałam kilka razy w życiu i to wszystko. Chyba czas najwyższy zacząć poznawać Twoje strony… 🙂

  12. Asia pisze:

    Witaj. No oczywiście że idzie się ,,na pole”… Ja też z Podkarpacia, mieszkam pod Sanokiem. Miło czytać Twoje słowa. A amoniaczki to smaki mojego dzieciństwa. Pozdrawiam.

  13. Ja też wychodzę na pole 😛 Bardzo ciekawy wpis, z przyjemnością się go czyta 🙂
    Ciasteczka wyglądają bardzo apetycznie. Pozdrawiam 🙂

    http://www.zakochana-babeczka.blogspot.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s