Czekoladowo-herbaciane lody moro

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dla Mojego Żołnierza… 🙂

Bardzo monotematyczna jestem ostatnimi czasy – same lody i sorbety. Jesienią… A gdzie te zupy rozgrzewające, gdzie gulasze sycące, gdzie soczyste pieczyste? Ano, wybuch w kuchni odebrał mi na całe trzy tygodnie możliwość przygotowania choćby jajecznicy, proszę więc o zrozumienie.

Poza tym, zawsze lubiłam chodzić własnymi ścieżkami. Tymi kulinarnymi także. A najlepszym tego dowodem moja dzisiejsza propozycja. Kiedy zewsząd wylewają się przepisy na świętomarcińskie rogale i gęsinę, u mnie pojawiają się… lody moro.

Decyzję o zrobieniu takich lodów podjęłam po przeczytaniu notki w „The Huffington Post” (klik). W krótkim tekście, okraszonym skądinąd olbrzymim zdjęciem, autorka informuje czytelników o tym, iż największa amerykańska sieć lodziarni, Baskin-Robbins’, postanowiła uczcić Dzień Weteranów (ang. Veterans Day, obchodzony w Stanach Zjednoczonych w dniu 11 listopada), tworząc specjalny rodzaj lodów. Lody zyskały nazwę  First Class Camouflage, a 10% wpływów z ich sprzedaży przeznaczone zostanie na rzecz organizacji zajmującej się wojskowymi stacjonującymi poza Stanami Zjednoczonymi oraz ich rodzinami (ang. United Service Orgaznizations).

Lody spodobały mi się tak bardzo, że postanowiłam je zrobić już, teraz, natychmiast! Pomysł na kompozycję smakową oraz przepis w całości są moje. Na czekoladowo-karmelowo-ciasteczkową wersję amerykańską przepisu nie podano, na stronie producenta znajdziemy jedynie ich skład, który zupełnie nie przypadł mi do gustu – tablica Mendelejewa w pełnej okazałości…

To naprawdę znakomity deser, do zrobienia którego gorąco Was zachęcam. Panowie będą zachwyceni!

P.S.  W roli „tła” wystąpił mój Małżon, który z godnością przyjmował każde: „Przesuń się!”,  „Wyżej!”,  „Niżej!”, „Ręka do góry!” i „Obróć się w stronę okna!” 😀

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

SKŁADNIKI:
Część czekoladowa:
4 żółtka
1,5 łyżki cukru pudru
350 ml śmietanki kremówki 36%
250 ml mleka 3,2%
100 g czekolady mlecznej
100 g czekolady gorzkiej, minimum 60% kakao
4 łyżki czystej wódki

Część z herbatą Earl Grey:
4 żółtka
2,5 łyżki miodu gryczanego
3 łyżki herbaty Earl Grey
350 ml śmietanki kremówki 36%
250 ml mleka 3,2%
4 łyżki czystej wódki

Część z herbatą matcha:
4 żółtka
3 łyżki cukru pudru
2 i 1/4 łyżki herbaty matcha (zielona, sproszkowana herbata japońska)
350 ml śmietanki kremówki 36%
250 ml mleka 3,2%
4 łyżki cytrynówki
sok z jednej limonki

WYKONANIE:
Część czekoladowa: Żółtka utrzeć/zmiksować z cukrem pudrem do białości.
Mleko wlać do rondla, postawić na ogniu i zagotować. Zdjąć z ognia i gorące wlewać bardzo powoli cienkim strumieniem do żółtek, ciągle mieszając (można miksować na wolnych obrotach).
Przelać wszystko do garnka, postawić na małym ogniu i, ciągle mieszając (najlepiej trzepaczką do sosów), podgrzewać niemal do temperatury wrzenia, aż krem zacznie lekko gęstnieć. Nie doprowadzić do zagotowania kremu! Natychmiast zdjąć z ognia i wystudzić.

Do metalowej lub szklanej miski wlać 125 ml śmietanki kremówki. Czekoladę gorzką i czekoladę mleczną połamać na kawałki, wrzucić do śmietanki.
Miskę umieścić na postawionym na małym ogniu garnku z niewielką ilością wrzącej wody – miska nie może dotykać lustra wody! – rzadko mieszając, podgrzewać w kąpieli wodnej do czasu, aż czekolada całkowicie się rozpuści i połączy ze śmietanką. Krem nie może się zagotować, miskę należy zdjąć z garnka z gotującą się wodą natychmiast po połączeniu się czekolady ze śmietanką. Wystudzić.

Wystudzoną czekoladę wlać do wystudzonego kremu jajecznego, dodać wódkę i szybko połączyć, miksując na najniższych obrotach.

Resztę schłodzonej śmietanki kremówki (225 ml) ubić do mocnego zgęstnienia. Delikatnie mieszając (szpatułką, drewnianą łyżką lub miksując na najniższych obrotach), połączyć ją z kremem czekoladowym.

Całość schłodzić do temperatury lodówkowej.

Część z herbatą Earl Grey: Herbatę Earl Grey wsypać do miseczki.
Mleko wlać do rondla, zagotować, zdjąć z ognia, odczekać 1 minutę i zalać nim herbatę. Przykryć talerzykiem i odstawić na 6-7 minut, po czym przecedzić przez gęste sitko. Herbatę wyrzucić, mleko odstawić.

Żółtka zmiksować z miodem gryczanym. Powinien powstać jasny, puszysty krem.
200 ml śmietanki kremówki wlać do rondla, postawić na ogniu i zagotować. Zdjąć z ognia i gorącą wlewać bardzo powoli cienkim strumieniem do żółtek, ciągle mieszając (można miksować na wolnych obrotach).
Dodać przecedzone „herbaciane” mleko, zmiksować.
Przelać wszystko do garnka, postawić na małym ogniu i, ciągle mieszając (najlepiej trzepaczką do sosów), podgrzewać niemal do temperatury wrzenia, aż krem zacznie lekko gęstnieć. Nie doprowadzić do zagotowania kremu! Natychmiast zdjąć z ognia i wystudzić.

Do wystudzonego kremu wlać wódkę. Zmiksować.

Resztę schłodzonej śmietanki kremówki (150 ml) ubić do mocnego zgęstnienia. Delikatnie mieszając (szpatułką, drewnianą łyżką lub miksując na najniższych obrotach), połączyć ją z kremem Earl Grey.

Całość schłodzić do temperatury lodówkowej.

Część z herbatą matcha: Żółtka utrzeć/zmiksować z cukrem pudrem do białości.
Mleko wlać do rondla, postawić na ogniu i zagotować. Zdjąć z ognia i gorące wlewać bardzo powoli cienkim strumieniem do żółtek, ciągle mieszając (można miksować na wolnych obrotach).
Przelać wszystko do garnka, postawić na małym ogniu i, ciągle mieszając (najlepiej trzepaczką do sosów), podgrzewać niemal do temperatury wrzenia, aż krem zacznie lekko gęstnieć. Nie doprowadzić do zagotowania kremu! Natychmiast zdjąć z ognia i wystudzić.

Herbatę matcha przesiać do miseczki.
150 ml śmietanki kremówki wlać do rondla, mocno podgrzać, ale nie gotować (powinna mieć temperaturę 70-80°C). Zdjąć z ognia i zalać nią herbatę. Zamieszać i dokładnie zmiksować za pomocą blendera. Odstawić na 5 minut.

Do wystudzonego kremu dodać mieszankę śmietanki i herbaty, cytrynówkę oraz sok z limonki. Szybko i dokładnie połączyć, miksując na wolnych obrotach.

Resztę schłodzonej śmietanki kremówki (200 ml) ubić do mocnego zgęstnienia. Delikatnie mieszając (szpatułką, drewnianą łyżką lub miksując na najniższych obrotach), połączyć ją z kremem herbacianym.

Całość schłodzić do temperatury lodówkowej.

Jeżeli używacie maszyny do robienia lodów:
1. Przelać zimny krem czekoladowy do maszyny i dalej postępować zgodnie z instrukcją urządzenia. Po zakończeniu pracy maszyny lody przełożyć do szerokiego, wysokiego i szczelnie zamykanego pojemnika, wyrównać i wstawić na 1,5 godziny do zamrażalnika.

2. Po upływie 40-50 minut od momentu włożenia warstwy czekoladowej do zamrażalnika, zacząć przygotowywać warstwę Earl Grey.
Przelać zimny krem Earl Grey do maszyny i dalej postępować zgodnie z instrukcją urządzenia. Po zakończeniu pracy maszyny lody delikatnie wyłożyć na schłodzoną warstwę czekoladową, wyrównać i wstawić na 1,5 godziny do zamrażalnika.

3. Po upływie 40-50 minut od momentu włożenia warstwy Earl Grey do zamrażalnika, zacząć przygotowywać warstwę z herbatą matcha.
Przelać zimny krem herbaciany do maszyny i dalej postępować zgodnie z instrukcją urządzenia. Po zakończeniu pracy maszyny lody delikatnie wyłożyć na schłodzoną warstwę Earl Grey, wyrównać i wstawić na kilka godzin, najlepiej na całą noc, do zamrażalnika.

Jeżeli nie używacie maszyny do robienia lodów:
1. Przelać zimny krem czekoladowy do szerokiego, wysokiego i szczelnie zamykanego pojemnika, wyrównać i wstawić na 2 godziny do zamrażalnika. Co pół godziny lody wyjmować i krótko miksować, aby były puszyste i nie powstały w nich kryształki lodu.

2. Po upływie dwóch godzin na warstwę czekoladową wylać krem Earl Grey, wyrównać i wstawić na 2 godziny do zamrażalnika. Co pół godziny lody wyjmować i część Earl Grey bardzo delikatnie (tak, aby nie zahaczyć o część czekoladową pod spodem) mieszać łyżką lub trzepaczką do sosów, aby była puszysta i nie powstały w niej kryształki lodu.

3. Po upływie dwóch godzin na warstwę Earl Grey wylać krem z herbatą matcha, wyrównać i wstawić na kilka godzin, najlepiej na całą noc do zamrażalnika. Przez pierwsze 2 godziny mrożenia lody wyjmować co pół godziny i część z herbatą matcha bardzo delikatnie (tak, aby nie zahaczyć o część Earl Grey pod spodem) mieszać łyżką lub trzepaczką do sosów, aby była puszysta i nie powstały w niej kryształki lodu.

Przed podaniem lody wyjąć na 15-20 minut z zamrażalnika. Nabierać tak, aby zaczepić o każdy kolor, najlepiej z dołu do góry.

SMACZNEGO!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Desery, Desery mrożone, Lody i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Czekoladowo-herbaciane lody moro

  1. ladylaurabloq pisze:

    Lody świetne ,u mnie dziś pod parasolem ,ale jeść można.

  2. gosiajakacka pisze:

    Świetny pomysł 🙂 Ależ mi narobiłaś smaka, a ja nadal nie nabyłam maszyny do lodów :/ Chyba poproszę Mikołaja mego osobistego, bo miksowanie lodów co kilka minut jakoś do mnie nigdy nie przemawiało.
    W każdym razie lody wspaniałe, a i model niczego sobie 😉

    • Kaaisa pisze:

      Dziękuję 🙂
      Wiesz, jeszcze kilka tygodni temu ja również maszyny do lodów nie miałam i miksowałam, miksowałam, miksowałam… 🙂 Da się i są pyszne, choć maszyna rzeczywiście znacznie sprawę ułatwia 😀
      A Mikołaja osobistego proś, nawet się nie zastanawiaj 😉

  3. Fantastyczne. Pracochłonne, ale bardzo efektowne. Mąż miał okropnie trudne zadanie – dzierżyć w dłoni kuszące lody i nie móc skosztować.

    • Kaaisa pisze:

      O, Mąż nie był aż taki biedny! 😉 Nim nałożyłam te lody tak, że efekt całkowicie mnie zadowalał, zjadł trzy lub cztery porcje, które me krytyczne oko uznało za „niewystarczająco fotogeniczne” 😀
      A lody są bardziej czaso- niż pracochłonne 😉 Kremy robi się w godzinę, później czytamy jakąś książkę lub oglądamy film (opcjonalnie leżymy i pachniemy 😀 ), łączymy kremy z pozostałymi składnikami i znowu czytamy książkę lub oglądamy film (opcjonalnie…). Potem dajemy popracować maszynie do lodów lub ćwiczymy mięśnie przedramienia miksując, miksując i miksując, i ponownie czytamy książkę lub oglądamy film 😀
      Brzmi całkiem nieźle, prawda? 😀

  4. Lolanta pisze:

    Co za genialny pomysł! I wykonanie oczywiście tez, a jakże! Chyba podszepnę siostrze, co by synkowi zrobiła, on ostatnio tylko w moro się ubiera (Nawet majtki i skarpetki :D)

    • Kaaisa pisze:

      Majtki i skarpetki to podstawa! Przecież najważniejsze jest niewidoczne dla oczu 😀
      A siostrze podszepnij 🙂 Lody są efektowne i pyszne. Opis jest długi, ale przygotowuje się je w całkiem prosty sposób. Potrzeba tylko czasu 🙂
      W wersji dla dzieci alkoholu nie trzeba niczym zastępować, należy go po prostu pominąć 🙂

  5. faktycznie lody to teraz ostatnie na co miałabym ochotę, ale Twoja historia mnie przekonała 😉 lody moro w pełnej okazałości, bomba 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s